Wezwanie i delisting Polenergii. Dlaczego sprzedaż akcji przez inwestorów jest nieopłacalna
Decyzja o próbie delistingu Polenergii zbiega się z przemodelowaniem bilansu spółki, wyprzedażą jej aktywów pobocznych i budową długoterminowej wartości. Lider transformacji energetycznej stoi u progu przełomu przychodowego, który powinien mieć miejsce w 2028 r. i prawdopodobnie dlatego chce opuścić GPW.
Delisting Polenergii: do trzech razy sztuka?
Kluczowi akcjonariusze Polenergii – Mansa Investments, kontrolowana przez Dominikę Kulczyk, oraz globalny fundusz Brookfield – zdecydowali o uruchomieniu dobrowolnego wezwania na pozostałe w wolnym obrocie 17 077 229 akcji. Zaproponowana cena na poziomie 59,1 zł mogła zostać odebrana przez część inwestorów jako atrakcyjna.
W maju kurs akcji Polenergii wynosił około 50 zł (obecnie ponad 60 zł), co stanowiło wyraźny regres wobec historycznych maksimów przekraczających niegdyś poziom 110 zł.
Całkowity budżet wykupu akcji szacowany jest na około 1 mld zł. Aby transakcja doszła do skutku, a Erste Biuro Maklerskie oraz Ipopema Securities mogły sfinalizować proces przymusowego wykupu (squeeze-out), łączny pakiet głosów wzywających musi osiągnąć próg co najmniej 95 proc. Warto przypomnieć, że to już trzecia próba zdjęcia Polenergii z giełdy (wcześniejsze miały miejsce w 2018 r. i 2020 r.).
Polenergię czekają poprawa wyników. Właściciel nie chce już inwestorów z GPW
Strategia wyjścia z giełdy wydaje się być ściśle skorelowana z procesem głębokiej optymalizacji struktury aktywów. Polenergia zrezygnowała z segmentu konwencjonalnego, sprzedając gazową elektrociepłownię w Nowej Sarzynie za blisko 140 mln zł. Kolejnym krokiem była sprzedaż spółki zależnej Polenergia Fotowoltaika.
Kluczem do zrozumienia determinacji inwestorów prywatnych przejmujących pełną kontrolę nad Polenergią są jej przyszłe, prognozowane strumienie przychodów. Ważnym elementem długoterminowej strategii jest np. ekspansja zagraniczna w Rumunii, gdzie docelowa skala projektów wiatrowych ma dorównać całej lądowej działalności grupy w Polsce, co ugruntuje jej pozycję jako gracza międzynarodowego.
Fundamentem przyszłego sukcesu i oczekiwanego przełomu przychodowego w 2028 roku są jednak przede wszystkim flagowe morskie farmy wiatrowe Bałtyk. Projekty Bałtyk 2 i 3 (łącznie 1,44 GW), stanowiące obecnie największe przedsięwzięcie offshore w Polsce, a postęp prac – w tym dostarczenie ogromnych transformatorów do Ustki – zapowiada popłynięcie pierwszego prądu do sieci w 2027 roku. Z kolei projekt Bałtyk 1 (1,56 GW) zabezpieczył 25-letni kontrakt różnicowy, gwarantujący przewidywalność finansową.
Co z tego wynika?
Wycofanie Polenergii z giełdy przez Mansa Investments i Brookfield za około 1 mld zł zbiega się z głęboką restrukturyzacją spółki, która od 2028 r. powinna drastycznie zwiększyć swoje przychody. Chodzi przede wszystkim o projekty wiatrowe na Bałtyku i ekspansję w Rumunii. Dopełnieniem tego stabilnego modelu budowy wartości będzie również rozwój bezpośrednich dostaw zielonej energii do biznesu w ramach umów PPA. Zasadniczym pytaniem jest więc to czy sprzedaż akcji w tym momencie będzie się inwestorom opłacać?
