Przejdź do treści

udostępnij:

Scenariusz ograniczenia eksportu ropy i paliw z USA niewykluczony, choć mało prawdopodobny (opinia)

Obecny, przedłużający się kryzys energetyczny nie jest najgorszym scenariuszem dla globalnej gospodarki na ten rok; nie można wykluczyć scenariusza ograniczenia eksportu ropy naftowej i paliw z USA, choć jest on mało prawdopodobny - oceniają w raporcie ekonomiści Banku Pekao.

"Obecny przedłużający się kryzys energetyczny nie jest niestety najgorszym scenariuszem dla globalnej gospodarki, ani dla Europy, jaki można sobie wyobrazić na ten rok" - napisano w raporcie Banko Pekao.

Jak wskazują autorzy raportu, rozejm między USA i Iranem trwa już blisko miesiąc, ale cieśnina Ormuz nie tylko nie została otwarta, ale nie widać też perspektywy by coś się zmieniło.

"Rośnie prawdopodobieństwo, że ropa i gaz z Zatoki Perskiej nie będą płynąć jeszcze przez dłuższy czas, nawet do jesieni. To zły scenariusz dla globalnej gospodarki, ale wciąż nie jest to najgorszy scenariusz jaki może się wydarzyć. Prawdziwy kryzys energetyczny, zwłaszcza dla Europy może bowiem nadejść ze Stanów Zjednoczonych" - napisano.

"Choć są one dużym eksporterem surowców energetycznych i tamtejszy przemysł wydobywczy korzysta na zamknięciu cieśniny Ormuz, to sami obywatele USA ponoszą duże koszty wojny w Zatoce Perskiej. Przeciętne ceny benzyny na stacjach w USA wzrosły od początku roku o 50 proc., a oleju napędowego o 60 proc. To dużo większa skala wzrostów niż w Europie" - dodano.

Ekonomiści zaznaczają, że wysokie ceny paliw budzą duże niezadowolenie Amerykanów i stanowią duży problem polityczny dla rządzących.

"Jego najbardziej pożądanym rozwiązaniem byłoby ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, ale jako pokazują ostatnie tygodnie nie jest to łatwe osiągnięcia. Jaką alternatywę ma Biały Dom? Zwiększyć podaż ropy naftowej i paliw na rynku wewnętrznym poprzez ograniczenie lub nawet całkowity zakaz ich eksportu" - napisano.

"Jakie skutki miałoby to posunięcie? Stany Zjednoczone eksportują obecnie ok. 4,3 mln baryłek ropy naftowej dziennie i 3 mln baryłek paliw gotowych. To mniej więcej trzykrotnie mniej niż typowy eksport ropy naftowej i paliw z Zatoki Perskiej (odpowiednio 20 i 5 mln baryłek dziennie) i mniej więcej połowa utraconej obecnie globalnej podaży" - dodano.

Ekonomiści Pekao wskazują, że embargo z USA dotknęłoby jednak inne kraje niż zamknięcie cieśniny Ormuz.

"Stany Zjednoczone eksportują bowiem sporo ropy naftowej do Europy. UE pozyskuje tą drogą 14 proc. swojego zużycia. Moglibyśmy wówczas doświadczyć fizycznych braków paliw, tak jak teraz doświadczają tego kraje Azji Południowo-Wschodniej" - napisano.

"Wówczas zniesione zostałyby najpewniej sankcje na import surowców energetycznych z Rosji i choć zaradziłoby to fizycznym brakom podaży (przed 2022 rokiem Rosja odpowiadała za 30 proc. dostaw ropy naftowej do UE), to byłaby to bardzo droga ropa naftowa" - dodano.

Autorzy raportu szacują, że w przypadku embarga mogłoby zabraknąć ok. 7 proc. globalnej podaży paliw.

Jaki takie embargo przełożyłoby się na ceny? Teoretycznie każdy jeden procent ubytku podaży ropy naftowej przekłada się na wzrost cen o 3 proc. W przypadku embarga mogłoby zabraknąć ok. 7 proc. globalnej podaży paliw, co przekładałoby się na wzrost cen o 21 proc. - do powiedzmy 130 USD za baryłkę Brent. Nie brzmi to katastroficznie, ale należałoby się liczyć z dużo większym wzrostem cen. Przy tak dużych zmianach podaży trudno oczekiwać liniowej reakcji rynku" - napisano.

"Zwłaszcza że jego uczestnicy mogliby zacząć wyceniać scenariusz zapaści globalnego rynku ropy naftowej, gdyż w ślad za Stanami Zjednoczonymi inne państwa mogłyby zdecydować się na podobne embarga ochrony własnych zasobów surowców energetycznych. W takiej sytuacji ceny ropy naftowej mogłyby zbliżyć się do 200 USD za baryłkę" - dodano.

Zdaniem ekonomistów, choć taki scenariusz jest mało prawdopodobny, nie można go całkowicie wykluczyć.

"Czy taki scenariusz jest prawdopodobny? Nie jest na pewno wykluczony, ale nie jest też prawdopodobny. Powodem jest przede wszystkim fakt, USA są nie tylko dużym eksporterem, lecz także dużym importerem ropy naftowej (6,5 mln baryłek dziennie) i paliw (1,2 mln baryłek), głównie z Kanady, ale w jakiejś mierze także z Europy i Azji. Wynika to z braków infrastruktury przesyłowej w samych Stanach Zjednoczonych, które pozwalałyby zaopatrzyć wschodnie i zachodnie stany w paliwa z Zatoki Meksykańskiej" - napisano.

"Nałożenie embarga eksportowego przez USA oznaczałoby, że południe kraju zaczęłoby tonąć w ropie naftowej, co obniżyłoby ceny, ale też wymusiło ograniczenie wydobycia. W tym samym czasie koszt paliw na stacjach na obu wybrzeżach USA oraz w regionie wielkich jezior poszybowałby jeszcze bardziej w górę (ze względu na wzrost cen na rynku światowym). Bilans ekonomiczny takiej polityki okazałby się najpewniej negatywny, co wydaje się wystarczającym powodem do jej zaniechania" - dodano.

Autorzy raportu wskazują, że możliwe byłoby częściowo ograniczenie eksportu, które również dotknęłyby przede wszystkim Europę.

"Można sobie jednak wyobrazić częściowe embargo – ograniczenie eksportu z Zatoki Meksykańskiej. Jego skutki byłyby oczywiście mniejsze od wcześniej przez nas zarysowanych, ale również dotknęłyby przede wszystkim Europę i mogłyby wywołać panikę rynkową" - napisano.

(PAP Biznes)

pat/ ana/

udostępnij: