Debiut, sukces odzieży z konopi oraz perspektywy wejścia w marihuanę medyczną – Maciej Kowalski, założyciel i CEO Kombinatu Konopnego
Kombinat Konopny to świeży debiutant na giełdzie, któremu podczas pierwszej sesji na NewConnect towarzyszyły duże emocje. O perspektywach spółki, jej wycenie, perspektywach segmentów odzieżowego i zielarskiego oraz planach na przyszłość opowiedział nam Maciej Kowalski – CEO, założyciel i główny akcjonariusz spółki.
Kombinat Konopny dynamicznie poprawia wyniki finansowe za sprawą szybko rosnącego od 2025 roku segmentu odzieżowego. Spółka rozważa wejście w 2026 roku w kolejny dynamicznie rosnący i istotny segment rynku, jakim jest marihuana medyczna.
Z tej rozmowy dowiesz się:
- Jak prawidłowo liczyć punkt odniesienia ceny na debiucie spółki?
- Ile kapitału do tej pory pozyskał Kombinat Konopny?
- Dlaczego wyniki w 2025 roku mocno się poprawiły?
- Jakie znaczenie dla przyszłości spółki ma segment odzieżowy?
- Dlaczego spółka w końcu rozważa wejście w segment marihuany medycznej?
- Jakie są plany dotyczące emisji akcji i pozyskiwania kapitału na rozwój?
Paweł Biedrzycki: Gratuluję długo wyczekiwanego i udanego debiutu na NewConnect. Jak oceniasz to wydarzenie z perspektywy spółki?
Maciej Kowalski: Debiut traktuję jako narzędzie biznesowe, a nie ostateczny cel. Najważniejszym parametrem w pierwszych dniach był dla mnie nie tyle kurs, co wolumen obrotu. Policzyłem to i obroty były wyższe niż suma wszystkich wpłat pozyskanych przez lata z crowdfundingu. To kluczowe, bo giełda dała dotychczasowym akcjonariuszom realną możliwość wyjścia lub dokupienia akcji przez tych, którzy wierzą w nasz rozwój. Operacyjnie debiut był dla nas kosztem, ponieważ nie pozyskiwaliśmy przy nim kapitału, ale był realizacją obietnicy, które daliśmy inwestorom. To buduje wiarygodność, która będzie rzutować na nasze relacje z rynkiem przez kolejne mam nadzieje dekady.
Wokół wyceny przy debiucie narosło wiele emocji. Jak inwestorzy powinni interpretować kurs w kontekście historycznych emisji?
Najlepiej patrzeć na twarde dane. Przez 7 lat istnienia spółki, w ramach wszystkich emisji, wpłynęły do Kombinatu Konopnego 23 miliony złotych, za które objęto 41 milionów akcji. To daje średnią cenę zakupu na poziomie 56 groszy i to jest realny punkt odniesienia dla obecnych notowań. Ostatnia emisja po 10 groszy była specyficznym nazwałbym ją „quasi prawem poboru”, bo była kierowana do dotychczasowych akcjonariuszy. Zdecydowaliśmy się na takie warunki emisji, żeby wyłącznie obecni akcjonariusze Kombinatu Konopnego mieli możliwość objęcia akcji po preferencyjnej cenie. Z uwagi na charakter ostatniej oferty, cena emisyjna na poziomie 0,10 zł, nie odzwierciedla ona średniego kosztu wejścia w inwestycję. Niemniej jednak inwestorzy mieli okazję zarobić, a niektórzy nawet bardzo dużo i to mnie cieszy.
Kurs akcji Kombinat Konopny
Wiele firm próbuje sił w tej branży. Wytłumacz nam co stanowi kluczowy element wartości Kombinatu Konopnego?
Naszą największą przewagą jest integracja pionowa, czyli taki model „od ziarenka po półkę”. Większość marek odzieżowych to de facto firmy handlowe; one nie wiedzą, skąd pochodzi ich surowiec. My kontrolujemy cały proces produkcji. Kolejnym filarem jest 7 lat budowania świadomości i marki. Edukujemy konsumentów, że skóra to największy organ, a noszenie syntetyków nasączonych toksyczną chemią z Azji to bomba zegarowa dla zdrowia.
Dodatkowo ważne jest dla nas komunikowanie tego, że "Wyprodukowano w Polsce" staje się silną marką. Choć produkcja w Polsce jest droga ze względu na koszty energii (płacimy 1,20 zł za kWh, podczas gdy w USA to ok. 7 centów), to transparentność i lokalność przyciągają świadomego klienta, który chce uciec od "plastikowego badziewia" i kupuje u nas. Polacy się bogacą i wraz z tym rośnie świadomość i potrzeby, my w ten trend się wpisujemy i chcemy być produktem pierwszego wyboru.
Operujecie w dwóch obszarach: tekstylnym i zielarskim. Gdzie bije serce przyszłego wzrostu?
Tekstylia mają większy potencjał skalowania, ponieważ rynek europejski jest tu w pełni otwarty i wolny od obostrzeń regulacyjnych, które paraliżują handel produktami CBD. W tekstyliach możemy swobodnie korzystać z marketingu w Google czy Meta. Stawiamy na produkty bazowe, jak kołdry konopne (nasz bestseller dzięki właściwościom termoregulacyjnym) oraz skarpetki.
Czwarty kwartał 2025 roku przyniósł symboliczny przełom w wynikach. Czy to oznacza koniec ery strat?
Rzeczywiście, w Q4 2025 osiągnęliśmy dodatnią EBITDA, a wynik netto oscylował wokół zera. To sygnał, że zakończyliśmy fazę czysto badawczo-rozwojową (R&D) i weszliśmy w fazę produkcyjną. Widzimy silną dynamikę wzrostu przychodów przy spadkowej tendencji strat. Naszym obecnym wyzwaniem jest niedobór produktów, bo popyt na kołdry czy skarpetki jest tak duży, że wyprzedają się one natychmiast, często zanim zdążymy uruchomić kampanie reklamowe.
Kombinat Konopny debiutuje na NewConnect, wciąż czekamy na pierwsze notowania
Jest szansa na pozytywne efekty dźwigni operacyjnej?
Jest duża na to szansa i nie tylko na poziomie finansowym związanym z tym, że koszty stałe rozchodzą się na większe przychody. Nasi pracownicy są naprawdę coraz bardziej sprawni. My nie mamy żadnych patentów i stosujemy technologię przędzenia znaną od dziesiątek jak nie setek lat. Teoretycznie każdy może nauczyć się to robić tak jak grać na gitarze. Tylko w praktyce to nie jest takie proste, bo kluczowa jest sprawność i my widzimy, że nasza efektywność znacząco rośnie. Dlatego oprócz efektów finansowych widzę duży potencjał do poprawy efektywności samych linii produkcyjnych.
Produkty Kombinatu Konopnego
Jak wygląda Wasza obecność w sektorze B2B? Czy planujecie skupić się na gotowych produktach, czy raczej na dostarczaniu materiałów innym?
Sektor tekstylny mamy podzielony na dwa oddziały: B2C (e-commerce), gdzie sprzedajemy gotowe wyroby pod własną marką, oraz B2B, w ramach którego dostarczamy tkaniny i dzianiny innym markom odzieżowym. Moje podejście jest tu pragmatyczne, ja się na modzie nie znam i nie zamierzam się poznać, dlatego wolę, aby to inne marki zajmowały się projektowaniem i śledzeniem trendów, korzystając z naszych materiałów.
Jakie są różnice w prowadzeniu biznesu między tymi dwoma kanałami?
Najważniejszą różnicą jest marżowość i cykl sprzedaży. W detalu (B2C) marża jest znacznie wyższa, ale to hurt (B2B) buduje wolumen, który nominalnie jest potężniejszy. W detalu pieniądz wraca natychmiast, wprowadzam produkt do sklepu i następnego dnia mam środki na koncie. W B2B proces jest długi i mozolny. Od momentu zaakceptowania próbki przez dużą markę do realnego zamówienia mija często półtora roku. W tym czasie klient odszywa prototypy, testuje je, pierze, prezentuje na targach i dopiero po sukcesie próbnej kolekcji składa duże zamówienie.
Kto jest Waszym idealnym klientem w segmencie B2B?
Celujemy przede wszystkim w małe i średnie marki odzieżowe, które mają tysiące lojalnych klientów. Dla takich marek nasza „historia” o polskiej produkcji i naturalnym surowcu jest kluczowa. Jeśli marka szyje lokalnie, ale materiały sprowadza z Uzbekistanu, to nasza oferta idealnie domyka ich opowieść o produkcie. Zdarza nam się nawet stosować formę barteru – my dostarczamy materiał, a w zamian bierzemy gotowe produkty danej marki i sprzedajemy je u siebie w sklepie jako rodzaj „supermarketu konopnego”.
Jak radzicie sobie z konkurencją cenową, szczególnie tą z Dalekiego Wschodu?
Oczywiście nie działamy w próżni. W hurcie sprzedajemy tkaninę za 50-60 zł za metr, podczas gdy w hurtowniach można kupić materiał za 12 zł. Ta niska cena często wynikaz pracy w nieludzkich warunkach, braku europejskich norm środowiskowych czy stosowania toksycznych chemikaliów. Naszą przewagą jest transparentność. Nie sprzedajemy tylko tkaniny, sprzedajemy pewność co do jej pochodzenia, której nie zastąpi żaden (często kupowany) certyfikat.
Jakie są Wasze obecne moce produkcyjne w tym zakresie?
Jesteśmy w stanie produkować od kilku do kilkunastu tysięcy metrów tkaniny miesięcznie. Obecnie pracujemy na jedną zmianę, więc mamy naturalny bufor, aby tę produkcję zwiększyć poprzez dołożenie kolejnych zmian. Dodatkowo planujemy inwestycje w nowe moce w drugim półroczu, aby nadążyć za rosnącą dynamiką sprzedaży.
Co z segmentem zielarskim, z którego wyrośliście i od dłuższego czasu przychodami z niego finansowaliście inwestycje w tekstylia?
W zielarstwie rozważam właśnie bardzo świeżą dla nas koncepcję – wejście w sektor medyczny, apteczny, czyli konopie inne niż włókniste. To jest rynek, który w Polsce dynamicznie rośnie. W zeszłym roku w aptekach sprzedano około 6 ton marihuany, a rynek ten jest wart od 300 do 500 milionów złotych. Z danych rynkowych wynika, że o ile cały zeszły rok to było 6 ton, o tyle w samym marcu tego roku sprzedano już 1 tonę.
A jak podchodzisz do tego rynku pod kątem ryzyka? Wcześniej z tego co czytałem w wywiadach byłeś sceptyczny.
Rynek się na tyle ustabilizował, że zaczynam się oswajać z tą koncepcją. Kiedyś ścieżkę rejestracji w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych (URPL) miały tylko pojedyncze firmy, a dochodziło tam nawet do interwencji CBA. Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. Teraz jednak ścieżkę tę wychodziło już kilkadziesiąt firm. W tym wypadku wolę być naśladowcą, który idzie za pierwszymi i zbiera nagrody, bo mamy już rozpoznawalną markę i ogromne kontakty w Europie.
Jak zamierzacie pozyskiwać surowiec, skoro w Polsce nie wolno go uprawiać?
Surowca nie wolno produkować w Polsce, więc musimy go importować. Tutaj pojawia się ciekawa synergia z naszą nogą tekstylną. Bawełnę, którą dodajemy do naszych ubrań sprowadzamy z Grecji, a jak się okazało, Grecja jest jednym z krajów w Europie, gdzie można produkować medyczną marihuanę. Dzięki tym kontaktom mamy zaufanych ludzi i jesteśmy już umówieni na konkretne spotkania w sprawie importu. To jeszcze nie jest pewnik, ale nasza zielarska noga może się rozwinąć właśnie w tym kierunku.
Jak planujecie finansować dalszy rozwój, myślicie o emisji akcji?
Na razie jeśli chodzi o produkcję mamy bufor w postaci pracy na jedną zmianę – przejście na kolejne zmiany naturalnie zwiększy produkcję. Prawda jest taka, że musimy inwestować w dalszy rozwój. Tak naprawdę jest nam potrzebny zarówno kapitał na inwestycje jak i kapitał obrotowy. Finansowanie organiczne jest najbezpieczniejsze, ale może być zbyt powolne w stosunku do rosnącego masowo popytu. Dostajemy już zapytania o emisje prywatne od TFI, ale kusi mnie również przeprowadzenie emisji crowdfundingowej już jako spółka notowana, co byłoby ewenementem na polskim rynku. Na ten moment unikamy nadmiernego zadłużenia. Obecne pożyczki prywatne obciążają nasz wynik netto odsetkami, mimo dobrej operacyjnej EBITDA. Scenariusze są różne, myślę, że dopiero w drugiej połowie roku podejmiemy jakieś konkretne decyzje jak pokażemy wyniki za pierwszy i może drugi kwartał 2026.
To jaki jest Twój horyzont czasowy dla tego biznesu?
Budujemy rzemieślniczą potęgę na dekady, tutaj analogia do dobrych rzemieślniczych browarów jest bardzo dobra. To nie jest projekt na szybką sprzedaż. Chcemy, aby Polska kojarzyła się z najwyższą jakością włókiennictwa konopnego na świecie i na tym się w pełni będziemy koncentrować.
