Ceny paliw mogą wzrosnąć mocniej niż wskazuje sam wzrost cen ropy - Unimot
Rynki finansowe wyceniły już, że będą większe problemy z paliwami gotowymi, a nie z ropą naftową. Problemy w cieśninie Ormuz, ewentualne wyłączenia rafinerii na Bliskim Wschodzie oraz planowane postoje w rafineriach w Polsce i na Litwie mogą przełożyć się na ceny paliw na stacjach - uważa Adam Sikorski, prezes Unimotu.
"Wiemy, że baryłka ropy skoczyła do 80 dolarów. Mam wrażenie, że za bardzo na niej się skupiamy. To jest oczywiście bardzo ważne w długim terminie, ale krótkoterminowo uważam, że dużo ważniejsze jest to, co dzieje się z marżami rafineryjnymi i co może się dziać z mocami rafineryjnymi w regionie Bliskiego Wschodu" - powiedział prezes Unimotu podczas poniedziałkowej telekonferencji prasowej. Adam Sikorski zwraca uwagę, że cena oleju napędowego na giełdzie w Londynie przekroczyła 900 dolarów za tonę. Jeszcze niedawno wynosiła 700 dolarów, a przed minionym weekendem sięgała 800 dolarów.
REKLAMA
"Cena gotowych paliw wzrosła dzisiaj znacznie więcej niż cena ropy naftowej. Sama cena ropy na poziomie 80 dolarów za baryłkę nie jest dużym szokiem, kiedyś nawet był to cel dla krajów OPEC, więc dopóki ropa nie przebije 100-120 dolarów, psychologicznie to nie jest aż tak duży ruch" - powiedział.
"Ale jeżeli przełożymy to na cenę gotowych paliw, to widzimy, że w wypadku oleju napędowego ten wzrost jest dwukrotnie większy niż wzrost ceny ropy naftowej" - dodał.
Prezes Unimotu wyjaśnia, że dzieje się tak dlatego, że o ile produkcję ropy naftowej można zastąpić innymi krajami jak Libia, Nigeria, Stany Zjednoczone, Kanada, które mogą zwiększyć wydobycie ropy naftowej, to powstaje pytanie, czy rafinerie będą w stanie przerobić to paliwo.
"Dzisiaj już słyszeliśmy o atakach na rafinerię w Arabii Saudyjskiej, gdyby one były skuteczne, to nie mamy możliwości szybkiego zastąpienia mocy rafineryjnych, bo rafinerii jest na świecie ograniczona liczba, nie inwestowano w nie przez długi czas ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Europie. Większość rafinerii, które powstały w ostatnim okresie, jest na Bliskim Wschodzie" - powiedział.
"Region Bliskiego Wschodu od dłuższego czasu, a szczególnie od momentu, gdy zostały wprowadzone sankcje na rosyjskie produkty naftowe, stał się kluczowy dla dostaw paliw gotowych dla Europy" - dodał.
Drugim wyzwaniem - według prezesa Adama Sikorskiego - jest sytuacja w cieśninie Ormuz.
"Jeżeli by się okazało, że statki nie będą mogły przepłynąć przez cieśninę Ormuz, to mamy jeszcze problem logistyczny. Jeśli w najgorszym wariancie moce rafineryjne zostaną w jakiś sposób zniszczone przez ataki rakietowe i praca rafinerii zostanie wstrzymana, to może spowodować, że rynek paliw gotowych będzie się znajdował w trudnej sytuacji" - powiedział.
"Pozytywne jest to, że po 2022 roku Polska ma duże zapasy paliw gotowych, pozwalające wytrzymać nam kilka miesięcy, 90 dni. Można by powiedzieć, że jesteśmy po bezpiecznej stronie, ale powtórzę - duża utrata mocy rafineryjnych w skali globalnej może powodować destabilizację na rynku gotowych paliw" - dodał.
Zdaniem prezesa Unimotu, rynek finansowy już wycenił to, że będzie większy problem z paliwami gotowymi.
W przypadku Polski dochodzi jeszcze fakt, że nasza największa rafineria w Płocku będzie miała postój remontowy, również rafineria w Możejkach planuje postój remontowy.
"To może spowodować, że w zakresie gotowych paliw możemy mieć napiętą sytuację. Ona nie będzie krytyczna, ja jestem daleki od tego, żeby tak powiedzieć, ale sytuacja może być napięta i to się może przełożyć na ceny paliw" - powiedział.
Prezes Unimotu zapewnia, że nie jest jego celem zarabianie dodatkowych pieniędzy na wyższych marżach rafineryjnych.
"Nie chcemy być postrzegani jako firma, która na chwilowej spekulacji zarabia jakieś super zyski, bo wiemy, że w wielu krajach takie sytuacje doprowadziły do nałożenia na sektor naftowy dodatkowych podatków, bo osiągnęły w 2021-2022 dodatkowe zyski" - powiedział.
"My zawsze potrafiliśmy się poruszać w tego typu zawirowaniach i naszą wartością było to, że gdy towaru brakowało, potrafiliśmy go ściągnąć, mieć go na magazynach i oferować klientom.
Czy będą to jakieś ekstra zyski? Nie chcę rozbudzać apetytów, a wręcz będę je studził, będziemy się zachowywać odpowiedzialnie. Najważniejsze jest, żeby było paliwo na stacjach, żeby była rytmiczna sprzedaż, żeby nie było zerwań logistycznych, bo wtedy na tym nikt nie korzysta" - dodał.
(PAP Biznes)
pr/ osz/
