Lidl i Biedronka już się cieszą z nowego podatku, bo zatrzyma rozwój polskiego handlu | StrefaInwestorow.pl
Obrazek użytkownika Paweł Biedrzycki
09 lut 2016, 13:31

Lidl i Biedronka już się cieszą z nowego podatku, bo zatrzyma rozwój polskiego handlu

Na początku tygodnia w niektórych sklepach i gazetach pojawiły się nekrologi, informujące o pogrzebie polskiego handlu. Na 11 lutego polscy handlowcy zaplanowali manifestację przed Sejmem. Ci, w których nowy podatek miał uderzyć z kolei milczą. Kurs akcji Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka, wzrósł po informacji o projekcie nowego podatku o około 7%. Dlaczego tak się stało? Intencje ustawodawcy być może są słuszne, ale wykonanie jak zwykle złe. Nowy podatek przeciwdziała naturalnym procesom konsolidacji w polskim handlu, a tylko tak nasi rodzimi handlowcy mogą przeciwstawić się naporowi zagranicznych sieciówek.

Podatek od handlu wspiera mikrohandel

Jednym z głównych założeń nowego podatku jest to, że nie płacą go sklepy, których obrót miesięczny nie przekracza 1,5 mln zł. Wyobraźmy sobie teraz Pana Włodka, który zajmuje się handlem od początku lat 90-tych. Obecnie ma sklep na bazarze i jeden na osiedlu. W sumie miesięcznie przychody obydwu sklepów nie przekraczają 1,5 mln zł. Kiedyś biznes dobrze prosperował, ale teraz przez sklepy wielkopowierzchniowe zwłaszcza dyskonty jest coraz gorzej.  

Przychodzi do niego Pan Krzysztof, który proponuje dołączenie jego dwóch sklepów do jednej sieci, którą buduje, pod wspólną nazwą K&W. Proponuje, że dzięki temu, że będą razem, mogą zamawiać więcej towaru i mieć większą siłę przetargową w stosunku do dostawców. Ujednolicenie sklepów i szyldów sprawi, że wyposażenie sklepów będzie tańsze. Po połączeniu się zacznie im się też opłacać wynajęcie specjalistów od optymalizacji przestrzeni sklepowej i ekspozycji towarów. Razem mogą prowadzić wspólny marketing, który sprawi, że będą docierać do większej liczby klientów. Konsolidując się mają szansę przeciwstawić się dyskontom.  

To wszystko wygląda atrakcyjnie, ale po wprowadzeniu podatku od handlu karta przetargowa Pana Krzysztofa słabnie. Może i jest w tym wszystkim co mówi sens, ale na pewno za przystąpienie do sieci będzie chciał otrzymać od Pana Włodka część wypracowanych zysków. Dodatkowo, teraz Pan Włodek będzie musiał też płacić nowy podatek, bo ich wspólne obroty przekroczą 1,5 mln zł. Będzie musiał również płacić wyższy podatek za handel w soboty i niedziele. I tak biznes działa na niewielkim zysku, więc obniżka kosztów związana z przystąpieniem do sieci i wzrost przychodów wynikający ze wspólnego marketingu oraz lepszej organizacji niewiele pomogą. Za to z drugiej strony, nowy podatek przekreśli sensowność takiej konsolidacji. Zwłaszcza na początku, gdy na efekty trzeba będzie poczekać kilka miesięcy, a podatek trzeba będzie płacić od razu. Pan Włodek nie może sobie pozwolić na bycie pod kreską przez pół roku, bo z biznesu utrzymuje siebie i rodzinę. Wprawdzie cieszy się z wizyty i propozycji Krzysztofa, ale nie chce ryzykować i woli zostać przy tym, co jest teraz.  

Mały biznes mała produktywność, duży biznes duża produktywność

Zagraniczny kapitał preferuje zakładanie w Polsce dużych firm. Jak wynika z danych GUS na 3218 przedsiębiorstw w Polsce, zatrudniających powyżej 250 pracowników, 1242, czyli 38,6%, to firmy z kapitałem zagranicznym. Dla porównania, na ponad 60 tys. małych i średnich firm, zatrudniających pomiędzy 10, a 49 pracowników zaledwie 4,5 tys., czyli 7,5%, to firmy z kapitałem zagranicznym.  

Diagram 1 Produktywność na jednego zatrudnionego. Źródło ObserwatorFinansowy.pl.
Diagram 1 Produktywność na jednego zatrudnionego. Źródło ObserwatorFinansowy.pl.

Nie ma oczywiście w tym żadnego przypadku. Jak wynika z danych (Diagram 1), tylko duże firmy mają w Polsce produktywność na jednego pracownika zbliżoną do średniej w Unii Europejskiej. A to właśnie od produktywności zależy to ile średnio zarabiają pracownicy w przedsiębiorstwie, jakie podatki płaci firma i jaki zysk jest w stanie wypracować dla właścicieli. Niestety, brakuje nam dużych firm w Polsce, a jak już są to większość z nich to firmy z kapitałem zagranicznym, które wyprowadzają zyski za granicę. Duża grupa to spółki Skarbu Państwa, które nie reinwestują zysków tylko przekazują je do Budżetu Państwa. To poważne wyzwanie dla Polski, które nazwane jest w ekonomii pułapką średniego dochodu.  

Największe sieci odpowiadają za 37% handlu w Polsce

Jak wynika z danych PWC1, za 37% handlu w Polsce, czyli około 86 miliardów zł odpowiadają największe sieci handlowe, z przychodami powyżej 5 mld zł. Same sklepy wielkopowierzchniowe, powyżej 2500 m2, to w sumie 19% całej wartości sprzedaży. Sklepy o powierzchni nieprzekraczającej 400m2 to aż 96,6% sklepów w Polsce, ale odpowiadają za zaledwie 57% handlu.

I teraz wracamy do tego dlaczego kurs akcji Jeronimo Martins wzrósł po informacji o ostatecznym projekcie ustawy. Otóż wstępnie mówiło się o podatku uzależnionym od powierzchni sklepu, a ostateczna forma podatku zależy od wielkości przychodu. W pierwszej wersji podatek uderzyłby głównie w największe sieci handlowe, które mają w większości sklepy o dużej powierzchni, czyli w firmy zagraniczne, a w obecnej formie praktycznie dotyczy każdej firmy handlowej, która ma aspiracje i chce się rozwijać. Polski handel pewnie nie umrze, tak jak handlowcy napisali w nekrologu, ale z pewnością przestanie się rozwijać.  

Pan Włodek wybierze ciepłą wodę w kranie

Przywołany na początku Pan Włodek na pewno w pewnym stopniu skorzysta na propozycjach nowego Rządu. Praktycznie nic nie robiąc poprawi się jego konkurencyjność o te 1 - 2% w zależności od dnia w tygodnia i wielkości konkurencyjnej sieci. Dalej będzie prowadził swój sklep, jak to robi od lat 90-tych, czyli na działalności gospodarczej i pozostanie przy podatku liniowym. Małżonka będzie mu pomagać w prowadzonym biznesie, więc za nią nie będzie musiał płacić ZUS-u.  

Z jego punktu widzenia jako właściciel nie będzie wychodził na tym biznesie źle. Gorzej już z zatrudnionymi pracownikami. W swoim sklepie będzie potrzebował jedynie kasjerek. Sam będzie menadżerem i księgowym. Nie będzie też potrzebował strony internetowej i sklepu online, ani reklam. Produktywność jego biznesu nie wzrośnie, a bez tego nie będzie wzrostu gospodarczego i realnego wzrostu wynagrodzeń w firmie. No, ale w sumie Pan Włodek będzie zadowolony, bo jego sytuacja może nawet nieznacznie się poprawi.  

Niestety formuła nowego podatku zniechęci go do rozwijania firmy, a to oznacza, że jego biznes nie będzie szedł do przodu, więc będzie się cofał. Z tego punktu widzenia możemy już zacząć mówić o agonii polskiego handlu, bo nowy podatek skutecznie zniechęci do działania i utrudni jego rozwój. To oczywiście jest na rękę Biedronce, Lidlowi, czy innym zagranicznym sieciom, więc nic dziwnego, że siedzą cicho. Też bym tak zrobił. Pan Włodek na razie się cieszy, ale sieciówki nie śpią. Dalej będą rozwijać swój biznes, optymalizować procesy i zaczną wchodzić w handel online. Prędzej czy później Pan Włodek będzie musiał zamknąć swoje sklepy. No, ale do tego czasu być może przejdzie na emeryturę, w końcu prowadzi biznes od początku lat 90-tych.  

1 Raport: Rynek handlu detalicznego w Polsce - 15 maja 2016.

Sprawdź więcej artykułów i analiz

Więcej praktycznej wiedzy o inwestowaniu na giełdzie, takiej jak analizy, artykuły, czy portfele edukacyjne, znajdziesz w części premium serwisu StrefaInwestorow.pl. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.