100% w rok, tyle można zarobić na filmach Patryka Vegi - jest tylko jeden haczyk | StrefaInwestorow.pl
Obrazek użytkownika Anna Mazurek
12 paź 2017, 07:06

100% w rok, tyle można zarobić na filmach Patryka Vegi - jest tylko jeden haczyk

Do kin wszedł niedawno "Botoks", film w reżyserii Patryka Vegi, który bije rekordy popularności. W ciągu 3 dni od premiery przyciągnął przed ekrany ponad 700 tys. widzów. Na takim filmie można nieźle zarobić – nawet 100% rocznie. Jest tylko jeden haczyk – musisz zainwestować co najmniej 500 tys. złotych i ustawić się w kolejce chętnych. Moda na zarabianie na filmach rośnie, a jej trendseterem jest Patryk Vega.

Botoks zapewne okaże się kolejnym kasowym hitem Patryka Vegi, obok dwóch ostatnich części Pitbulla. Filmy młodego reżysera i producenta w ubiegłym roku święciły tryumfy. Według danych Stowarzyszenia Filmowców Polskich "Pitbull. Nowe Porządki" przyciągnął do kin 1,433 mln. Kolejna część "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" zanotowała na swoim koncie wynik 2,769 mln widzów. W ten sposób film uplasował się na pierwszym miejscu najpopularniejszych w 2016 roku. Produkcje Vegi biją rekordy popularności, a co ważniejsze przynoszą zyski dla inwestorów, którzy zdecydowali się w nie zainwestować.

Ile można zarobić na filmach Patryka Vegi

Jak inwestować w filmy?

Proces jest stosunkowo prosty. Najpierw szukasz filmu, w który chcesz zainwestować. Później negocjujesz szczegółowe warunki inwestycji: kwotę oraz okres inwestycji.

Następnie, podpisujesz umowę inwestycyjną i nabywasz prawa do filmu, który ma powstać. Obok umowy inwestycyjnej, będziesz musiał także podpisać z producentem filmu umowę NDA, czyli umowę o zachowaniu poufności. Zobowiązujesz się w ten sposób do zachowania w tajemnicy poufnych materiałów lub informacji.

Co istotne, warunki zwykle są takie, że jako inwestor nie będziesz mógł ingerować w proces twórczy reżysera podczas nagrywania filmu. Natomiast poznasz jaka będzie jego obsada, ogólny opis fabuły i grupa docelowa, do której będzie on kierowany. Kluczowe znaczenie ma jednak budżet, czyli kwota za jaką zostanie wyprodukowany film. Im mniejszy tym lepiej, bo dzięki temu rośnie szansa na zyski. Ale oczywiście pieniędzy musi być tyle, by film miał odpowiednią jakość.

Jeżeli zainwestujesz, to zostaniesz zaproszony także na plan zdjęciowy, aby zobaczyć jak wykorzystywane są twoje pieniądze.

Po premierze otrzymujesz informacje o przychodach ze sprzedaży wraz z określeniem zysku. Jeżeli film wyjdzie na plus, to zyski będą spływały przez dłuższy czas, proporcjonalnie do zainteresowania i kolejnych etapów jego komercjalizacji.

Warto pamiętać, że najważniejszy w tym procesie jest wybór producenta i tak jak wcześniej było wspomniane odpowiednia wielkość budżetu – w polskich warunkach to zwykle maksymalnie do 10 mln złotych. Jeśli chcesz inwestować w filmy, na stół musisz wyłożyć co najmniej kilkaset tysięcy złotych. Zazwyczaj około 10% całego budżetu filmu. Producenci nie chcą mieć więcej inwestorów niż 10, bo większa liczba to większe problemy i więcej formalności.

Zwrot z inwestycji będzie możliwy dopiero po kilkunastu miesiącach – po nagraniu filmu i jego premierze w kinie. Inwestorzy otrzymują zyski nawet przez kilka lat. Oprócz przychodów ze sprzedaży biletów w kinach, są jeszcze wpływy z telewizji państwowej, prywatnej, ze sprzedaży filmu na dvd oraz licencji.

Ile można było zarobić na filmach Patryka Vegi?

W wywiadzie dla Newsweek’a z 11 grudnia 2016 r. Patryk Vega sam przyznaje, że:

"Nowe Porządki" już w ciągu 10 miesięcy od inwestycji przyniosły inwestorom 42 procent zysku, a do dzisiaj już 71 procent. "Niebezpieczne kobiety" już przy pierwszej wypłacie, czyli w 10 miesięcy od inwestycji, przyniosą inwestorom około 150 procent zysku, a finalnie nawet 250. Nie ma więc w Polsce inwestycji, która przynosiłaby podobne zyski w takim czasie. Uważam, że przez te wszystkie lata na swoim udało mi się zidentyfikować trawiące rynek produkcji patologie i dziś to już nie jest dla mnie gra w rosyjską ruletkę, tylko gromadzenie atutów i osiąganie sukcesu. Mam ogromną satysfakcję, że przy moich filmach inwestorzy nie tylko odbierają włożony kapitał, ale też sporo na nich zarabiają.

W pierwszej kolejności z przychodów pokrywane są koszty produkcji, czyli wpłaty inwestorów. Później wypłaca się już czysty zysk, który dzieli się między inwestorów i producentów. Jeśli film okaże się sukcesem, stopa zwrotu z inwestycji może wynosić nawet kilkadziesiąt, a nawet ponad 100% rocznie.

Co ciekawe, jak udało nam się ustalić, budżety na produkcję dwóch ostatnich części Pitbulla i Botoksu były mniej więcej takie same, czyli 6-7 mln zł. Natomiast każdy kolejny film Vegi przyciąga do kin coraz więcej widzów i generuje coraz większe przychody. To oznacza jedno, coraz większe zyski z każdego kolejnego filmu.

Co jeszcze warto wiedzieć o inwestowaniu w filmy, nie tylko Patryka Vegi?

Kiedy rozmawialiśmy z osobami, które zajmują się inwestowaniem w filmy i ich produkcją usłyszeliśmy też kilka cennych rad, o których warto pamiętać. A także kilka ciekawych historii, o których warto wiedzieć przed "podejściem do stołu".

Rada numer 1: Nie inwestuj w produkcje dofinansowane przez...

W Polsce zazwyczaj połowę budżetu na produkcję filmu stanowią środki pieniężne pozyskane od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Wśród inwestorów w filmy panuje jednak niepisana zasada, że w tego rodzaju filmy nie lokuje się kapitału.

Inwestorzy prywatni wolą inwestować w filmy produkowane bez dotacji ze strony PISF. Nietrudno się domyślić dlaczego. Bez Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wszystko jest jasne i klarowne. W przypadku zaangażowania PISF budżety produkcji są zazwyczaj sztucznie pompowane, żeby pozyskać większą dotację z Instytutu.

"Zazwyczaj w tego rodzajach filmach zarabia się na samej produkcji, a nie komercjalizacji filmów" - tłumaczy nam pragnąca zachować anonimowość osoba, związana z branżą filmową.

Vega finansuje natomiast w całości swoje filmy, pozyskując kapitał prywatny. To według reżysera uczy dobrej organizacji pracy. Nie dziwi zatem fakt, że zależy mu na odniesieniu kasowego sukcesu. Tylko w ten sposób będzie mógł zyskać zaufanie inwestorów i pieniądze na kolejny film. Kręcenie filmów traktuje nie tylko jak sztukę, ale także jako biznes i ten biznes się nieźle kręci. Jak udało nam się ustalić, nawet jeżeli masz 500- 600 tys. zł to musisz się ustawić w długiej kolejce chętnych do zainwestowania w kolejną produkcję Vegi. Bo inwestorów nie brakuje.

Giełdowe wątki w branży filmowej

Okazuje się, że w historii polskiej filmografii można znaleźć kilka ciekawostek związanych z giełdą. Do 2016 rokuVega prowadził firmę Ent One Investments, zajmującą się produkcją filmów. Jego wspólnikiem był Emil Stępień, odpowiedzialny głównie za poszukiwanie prywatnych inwestorów, do pierwszej i drugiej części Pitbulla. Uważny widz z pewnością dostrzeże logo IDM SA na plakacie reklamowym filmu "Pitbull. Nowe Porządki." Co ciekawe, według linkedin.com w Radzie Nadzorczej wspomnianego domu maklerskiego, zasiada obecnie właśnie Emil Stępień.

Emil Stępień uczestniczył też w wydarzeniach, które odbiły się głośnym echem na giełdzie w 2013 roku. Wtedy też z funkcji prezesa GPW został odwołany Ludwik Sobolewski. Obydwu zarzucono łamanie standardów korporacyjnych i nadużywanie swojej pozycji. Według głównego akcjonariusza spółki starali się oni pozyskać środki na finansowanie kolejnego filmu Patryka Vegi – "Last Minute", w którym miała zagrać ówczesna partnerka byłego prezesa GPW – Anna Szarek.

Ze względu na różne wizje produkcji filmów, Vega w ubiegłym roku rozstał się z Emilem Stępniem. Założył własną spółkę, w której jest jedynym udziałowcem – Vega Investments. Na temat obydwu spółek niewiele znajdziemy w internecie. Właściwie oprócz wpisu w KRS - nic. Nie mają nawet strony internetowej. To najlepiej pokazuje, że o inwestorów nie muszą się najwyraźniej starać.

Kolejny giełdowy wątek pojawia się przy finansowaniu filmu "Dywizjon 303", za które jak się nieoficjalnie dowiadujemy odpowiada Grzegorz Misiąg, były prezes giełdowej spółki Ubot - Line. To właśnie on zajmuje się poszukiwaniem inwestorów do tej produkcji. Potwierdzenie znajdujemy dopiero na prywatnym profilu Misiąga na Facebook’u, na którym co drugi post dotyczy właśnie tej produkcji.Najwyraźniej znani z giełdy inwestorzy zwietrzyli dobry interes w branży filmowej.

Zarabianie na filmach, czyli filmowe plany Patryka Vegi

Patryk Vega nie zwalnia tempa. Jego kalendarz wypełniony jest projektami na kilka następnych lat. Po nieudanym epizodzie z komediami romantycznymi, jakim był między innymi film "Last Minute", wyspecjalizował się w kręceniu filmów sensacyjnych. Na takie właśnie kino zamierza wciąż stawiać w najbliższej przyszłości.

28 lutego 2018 r. do polskich kin trafi film policyjny "Kobiety mafii". Nieoficjalnie ma to być kontynuacja "Pitbulla". W planach na przyszły rok jest również anglojęzyczna produkcja "Small World" - o handlu dziećmi. Na samym końcu, Vega zamierza zekranizować opowieść o rosyjskiej mafii, pod roboczym tytułem "Wora w zakonie". Inwestorzy już ustawiają się w kolejce, by sfinansować te wszystkie przedsięwzięcia.

Można przypuszczać, że już niedługo także w Polsce, inwestowanie w filmy przez prywatnych inwestorów będzie kolejnym powszechnym sposobem pomnażania kapitału. W USA to standard. Vega pokazał jak należy prowadzić ten biznes w Polsce, aby stopy zwrotu dla inwestorów wynosiły nawet 100% i więcej. Bez wątpienia można to potraktować jako alternatywny sposób inwestowania na polskim rynku i pewną dywersyfikację portfela. Niestety nie dla każdego. Oczywiście, jak do każdej inwestycji, tak i do inwestowania w filmy, trzeba podejść z głową i rozwagą, bo wszystko wskazuje na to, że w ślad za reżyserem "Pitbulla" pójdą też inni producenci, czego najlepszym przykładem jest "Dywizjon 303".

Sprawdź więcej artykułów i analiz

Więcej praktycznej wiedzy o inwestowaniu na giełdzie, takiej jak analizy, artykuły, czy portfele edukacyjne, znajdziesz w części premium serwisu StrefaInwestorow.pl. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.