Ceny paliw wystrzeliły przez wojnę w Ukrainie. Pomóc ma ropa z Iranu

Cavatina Holding

Obrazek użytkownika Piotr Maciążek
07 mar 2022, 10:40

Ceny paliw wystrzeliły przez wojnę w Ukrainie. Pomóc ma ropa z Iranu

7 zł za litr paliwa to nowy, zupełnie realny poziom cenowy na stacjach w związku z nasilającym się wpływem wojny rosyjsko – ukraińskiej na kluczowe segmenty światowej gospodarki. Największymi winowajcami są: rekordowo słaba złotówka i silnie drożejąca ropa. Jednak na rynkach międzynarodowych pojawia się także „światełko”.

Polski rząd, ale również obywatele polscy prezentują bardzo asertywne stanowisko w kontekście wojny na Ukrainie, co osobiście uważam za właściwe w kontekście zaistniałych okoliczności. Niemniej świadomość skutków takiego postępowania szczególnie wśród statystycznych Polaków wydaje się skrajnie niska. Świadczą o tym liczne negatywne komentarze dotyczące szybko rosnących cen paliw.

Dlaczego paliwo silnie drożeje?

W związku z napaścią Rosji na naszego sąsiada silnie rośnie cena baryłki ropy Brent będącej wyznacznikiem dla globalnych rynków naftowych. Rosja to przecież jeden z kluczowych eksporterów tego surowca). Jeszcze 25 lutego kosztowała ona około 93 dolarów, a dziś jest to około 128 dolarów. Ten skok, a w zasadzie szok cenowy, powoli porównywany przez ekspertów z kryzysem 1973 r. musi znaleźć przełożenie na stacjach benzynowych. Powód jest oczywisty - kontrakty średnioterminowe posiadają w formułach cenowych stosowną indeksację odzwierciedlającą sytuację rynkową.

Nie tylko drożejąca ropa jest ważna w kontekście tego co dzieje się na polskich stacjach. Ten surowiec jest przecież kupowany do Polski w dolarach, a nie złotówkach, na które tocząca się wojna ma wielki wpływ. Złoty jest dziś rekordowo słaby (1 dolar to 4,53 zł).

Koniec okazyjnych spotów

Analizując sytuację paliwową w kraju trzeba mieć na uwadze także to, że firmy petrochemiczne obecnej sytuacji nie skompensują sobie „okazjami” rynkowymi w postaci zakupów spot (umów krótkoterminowych). Co prawda rosyjska ropa eksportowa URALS jest dziś rekordowo tania w stosunku do Brent, ale dzieje się tak dlatego, ponieważ nikt nie chce jej nabywać.

PKN Orlen poinformował już, że nie zamierza kontraktować nowych partii takiego surowca. Jednak aby ulżyć nieco sytuacji na stacjach w Polsce, płocki koncern zakontraktował za to błyskawicznie pięć dostaw od saudyjskiego Saudi Aramco. Tyle, tylko, że z każdą godziną ilość optymalnych cenowo ładunków dostępnych na rynkach się kurczy.
 

Notowania Ropy WTI

Ropa notowania

Krajowe problemy wpływają na ceny paliw

Ktoś mógłby powiedzieć, że drożejąca ropa to tylko pretekst do podnoszenia cen paliw. Jak to możliwe, że krajowe firmy petrochemiczne nie poczyniły odpowiednich zapasów? Przede wszystkim zawarte kontrakty średnioterminowe są realizowane w sposób ciągły i indeksowane do sytuacji baryłki Brent. Koncerny szybko odczuwają więc różnicę, którą muszą regulować dostawcy i przenoszą to na klientów.

Po drugie, firmy paliwowe są zobligowane ustawą do utrzymywania zapasów paliw i ropy odpowiadających 53 dniom średniego krajowego zużycia. Dziś jak na dłoni widać, że przestrzeń magazynowa w Polsce powinna zostać intensywnie rozbudowana, tym bardziej, że krajowa petrochemia już w 2019 r. musiała zmagać się z długim okresem wstrzymania dostaw ropy na rynek (chodzi o trwający 40 dni tzw. kryzys chlorkowy). PERN podejmuje takie działania, ale chyba należy na nowo przeanalizować ich skalę, Nie bez znaczenia jest również to, że wiele istniejących magazynów jest dzierżawionych przez firmy zagraniczne ograniczając w razie sytuacji nadzwyczajnej możliwości oddziaływania państwa na rynek.

Polska nie posiada również przepisów, które umożliwiałby w warunkach ostrego kryzysu przekierowanie całości dostaw ropy trafiających do terminalu naftowego w Gdańsku wyłącznie do polskich rafinerii (operator rurociągowy PERN jest zobligowany realizować je także do zakładów petrochemicznych w Niemczech). Jedynie wybuch klasycznej wojny zmieniłby tę sytuację poprzez klauzulę force majeure.

Światełko w tunelu

Przysłowiowym światełkiem w tunelu dla rosnących cen paliw w Polsce, ale i całej Europie jest Iran. Waszyngton świadomy wpływu wojny na Ukrainie na rynki naftowe przyśpieszył rozmowy z Teheranem dotyczące porozumienia nuklearnego. Ich sukces miałby niebagatelny wpływ na cenę ropy. Powód jest prosty. Surowiec irański ma gatunkowo zbliżone parametry do rosyjskiego i z łatwością mógłby go zastąpić na wielu rynkach, gdyby jego eksport został odblokowany.

Osiągnięcie konsensusu z władzami z Teheranem z pewnością globalnie ustabilizowałoby sytuację cenową na rynkach naftowych i znalazło odzwierciedlenie w Polsce. O skali tego zjawiska trudno jednak dyskutować. Mimo, że PKN Orlen zamierzał w 2016 r. podpisać umowę średnioterminową na dostawy ropy z Iranu, to jednak wypowiedzenie przez Stany Zjednoczone porozumienia atomowego zablokowało eksport ropy z tego kraju. W efekcie Polska związała się z konkurentami Irańczyków – saudyjskim Saudi Aramco. Ta firma ma nabyć niebawem 30 proc. udziałów Rafinerii Gdańskiej i uruchomić dostawy surowca na poziomie odpowiadającym 50 proc. zapotrzebowania wszystkich rafinerii PKN Orlen w Europie Środkowej.

Zobacz także: Polska zrezygnuje z rosyjskiego gazu. Baltic Pipe z pełną mocą zacznie działać od 2023 r.

Śledź Strefę Inwestorów w Google News

Sprawdź więcej artykułów i analiz

Więcej praktycznej wiedzy o inwestowaniu na giełdzie, takiej jak analizy, artykuły, czy portfele edukacyjne, znajdziesz w części premium serwisu StrefaInwestorow.pl. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.