Przejdź do treści

Partner serwisu
Saxo Bank

USA i Japonia bronią jena
Kategorie

USA i Japonia bronią jena. Rynek sprawdza, czy nietypowa interwencja wystarczy

Udostępnij

Stany Zjednoczone i Japonia faktycznie wkroczyły na rynek walutowy, wspólnie kupując jena po jego zejściu do poziomów niewidzianych od około 40 lat. Operacja przyniosła szybką reakcję kursu, ale nie usuwa głównej przyczyny słabości japońskiej waluty, jaką jest duża różnica między rentownościami w USA i Japonii.


Historyczny ruch na rynku

W ubiegły piątek, 31 lipca, amerykański Departament Skarbu operacyjnie wspierany przez nowojorski oddział Fed oficjalnie dołączył do władz w Tokio. 

To rzadka, skoordynowana interwencja. O ile oba państwa współpracowały już na rynkach walutowych w 2011 roku, o tyle wspólne kupowanie jena miało miejsce po raz pierwszy od 1998 roku.

Z perspektywy europejskiej kluczowy pozostaje mechanizm tej akcji. Aby wesprzeć azjatycką walutę, Waszyngton sprzedawał euro. Amerykańskie rezerwy we wspólnej walucie szacuje się na zaledwie około 26 mld euro. 

Oznacza to, że Stany Zjednoczone nie dysponują nieograniczonymi środkami do ciągłego finansowania takich działań bez strukturalnej zmiany zarządzania swoimi rezerwami.

Samo pojawienie się w grze Amerykanów wywołało natychmiastowy efekt. Kurs amerykańskiej waluty gwałtownie cofnął się z wieloletnich szczytów, spadając w okolice 160 jenów za USD.

Gigant finansów buduje zaplecze dla cyfrowego dolara. Adopcja kryptowalut przekracza punkt zwrotny

Koszty politycznej obrony

Skala zaangażowania finansowego w obronę jena budzi respekt na rynkach. 

Choć wartość amerykańskiej części operacji pozostaje niejawna, szacunki oparte na danych Banku Japonii pokazują potężny wysiłek samego Tokio. Japońskie działania z 30 lipca mogły kosztować równowartość 58,97 mld USD, a te z piątkowej, wspólnej operacji około 36,58 mld USD. 

Należy tu zaznaczyć, że już dużo wcześniejsze, samodzielne pakiety interwencyjne Japonii analitycy wyceniali nawet na 70 mld USD.

James Malcolm z londyńskiego JB Drax Honoré ostrzega, że przy tak potężnych nakładach relatywnie ograniczone umocnienie jena naraża rządy obu państw na ogromne ryzyko. Jego zdaniem władze kładą na szali swoją wiarygodność.

Fed wywołał rynkowy wstrząs. Nasdaq 100 wszedł w korektę po konferencji Warsha

Fundamentów nie da się oszukać

Część rynku pozostaje jednak bardzo sceptyczna co do długofalowych skutków tych działań. 

Rządowa interwencja z powodzeniem odwraca trend na kilka sesji, ale w żaden sposób nie usuwa strukturalnego źródła presji na jena. Prawdziwy mechanizm ucieczki od japońskiej waluty opiera się na prostym rachunku ekonomicznym i różnicy stóp procentowych.

Dopóki inwestorzy widzą znacznie wyższe rentowności aktywów dolarowych niż japońskich, utrzymywanie krótkich pozycji w jenie i stosowanie strategii carry trade pozostaje zyskowne. 

Kapitał tanio pożycza w Japonii, by inwestować tam, gdzie stopy są wyższe. To dlatego w kolejnych tygodniach rynek będzie patrzył nie na jednorazowe interwencje, ale przede wszystkim na docelową politykę Banku Japonii i zasypywanie różnicy w rentownościach.

Wyniki Sandisk rozczarowały. Mocne spadki na akcjach producenta pamięci

Zaangażowanie Waszyngtonu wpisuje się w szerszą optykę obecnej administracji. 

Sekretarz skarbu Scott Bessent jeszcze 30 lipca na antenie Fox Business tłumaczył, że jen wydaje mu się jednoznacznie niedowartościowany, a tak potężna zmienność nie służy globalnej stabilności. Japońska minister finansów Satsuki Katayama przyjęła te słowa z aprobatą, uznając je za dowód zrozumienia powagi sytuacji przez zachodnich partnerów.

Teraz kluczowe dla rynków będą kolejne kroki polityków. Bessent i szef Banku Japonii Kazuo Ueda spotkają się pod koniec sierpnia w Asheville w Karolinie Północnej. To tam najpewniej zarysuje się docelowy plan na radzenie sobie z fundamentalną słabością jena, która zaczyna ciążyć nie tylko Azji, ale też stabilności amerykańskiego długu.

8 spółek z bardzo wysoką dywidendą wciąż do wzięcia tego lata

Geopolityka uderza w dolara

Problem Waszyngtonu polega na tym, że operacja ratowania jena zbiega się w czasie z presją z zupełnie innego frontu. 

Dolar amerykański powoli traci grunt pod ciężarem napięć na Bliskim Wschodzie i wywołanej nimi globalnej niepewności. Szeroki indeks dolara (DXY) reaguje na te zawirowania, osuwając się w okolice 99,83 punktów.

Amerykańska administracja próbuje gasić ten pożar za pomocą deklaracji dyplomatycznych. 

Scott Bessent zapowiadał, że Stany Zjednoczone mogą szybko osiągnąć porozumienie z Teheranem i ustabilizować sytuację. Ton ten studził jednak sekretarz stanu Marco Rubio, zastrzegając, że choć negocjacje w sprawie odblokowania kluczowych szlaków handlowych przyniosły postępy, do ostatecznego porozumienia wciąż daleko. Ta niepewność podtrzymuje nerwowość na globalnych parkietach.

Twarde dane weryfikują optymizm

Mimo dyplomatycznych trudności na Bliskim Wschodzie, Departament Skarbu nie zamierza ustępować w walce o rynkową stabilność w Azji. W kontekście ubiegłotygodniowej interwencji rzucono na rynek jednoznaczną deklarację, twierdząc, że Stany Zjednoczone zrobią wszystko, co konieczne, aby pomóc Japonii.

Sytuację komplikują jednak najnowsze odczyty z amerykańskiej gospodarki, które weryfikują ten mocarstwowy optymizm. Sytuacja na rynku pracy wykazuje wyraźne schłodzenie - utworzono zaledwie 44 tysiące nowych etatów w sektorze prywatnym. Z kolei główny wskaźnik dla usług wzrósł wprawdzie do 54,1 punktu, ale jego komponent zatrudnienia niespodziewanie wpadł w strefę recesji, spadając do 47,4 punktu. Co gorsza, w sektorze usługowym ponownie nasiliła się presja cenowa.

Taki obraz słabnącego rynku pracy i uporczywej inflacji oznacza, że amerykańska administracja ma coraz mniejsze pole manewru. Rynki zaczynają wątpić, czy gospodarka USA ma w sobie dość siły, by udźwignąć równoczesne obciążenia wynikające z potężnego ryzyka geopolitycznego i kosztownych interwencji walutowych na drugim końcu świata

Udostępnij

Tagi