Przejdź do treści

Partner serwisu
Saxo Bank

AI, inflacja i Fed pod wodzą Warsha
Kategorie

Rewolucja w FED? Nowy szef Kevin Warsh zapowiedział duże zmian

Udostępnij

Kevin Warsh dostał od rynku kredyt zaufania jako nowy szef Fed na nowe czasy, ale jego pierwszym prawdziwym testem nie jest decyzja o stopach procentowych, tylko odpowiedź na pytanie, w jakim momencie gospodarczym znajduje się dziś amerykańska gospodarka. To, jak Warsh zinterpretuje boom na sztuczną inteligencję – jako źródło przyszłego wzrostu produktywności czy obecnego przegrzania – może zaważyć na całym cyklu stóp procentowych.


Jak pisałem już w artykule „Fed bez zmian. Pierwsza decyzja Warsha i początek nowego rozdziału”, pierwsze posiedzenie pod przewodnictwem Kevina Warsha nie przyniosło ani obniżki, ani podwyżki stóp, ale jasno pokazało zmianę stylu prowadzenia polityki pieniężnej. 

Fed bez zmian. Pierwsza decyzja Warsha i początek nowego rozdziału

Warsh zapowiadał wtedy mniej przewidywalnej komunikacji, rezygnację z konferencji po każdym posiedzeniu i większy nacisk na dane z gospodarki, a nie na same zapowiedzi Fedu. Teraz do tej układanki dochodzi kolejny element: próba zdefiniowania, czym dla gospodarki jest boom na AI.

AI pompuje popyt, ale co z podażą?

Wszyscy widzą, że AI dziś pompuje gospodarkę od strony popytowej. Widać to w inwestycjach w centra danych, rosnącym zapotrzebowaniu na energię, ogromnym popycie na chipy i rakietowych wzrostach kursów spółek technologicznych. To konkretne, policzalne strumienie pieniędzy, które już dziś podnoszą aktywność w gospodarce.

Dylemat zaczyna się później. 

Trump wstrzymuje ataki na Iran. Złoto zalicza najgorszy tydzień od 1983 roku

Pierwsze możliwe odczytanie sytuacji mówi: cierpliwości, produktywność zaraz nadgoni. W tym scenariuszu Fed powinien pozwolić gospodarce przebudować się pod nową technologię. Wzrost zdolności produkcyjnych i efektywności z czasem dogoni popyt, a inflacja ustabilizuje się bez konieczności agresywnego zacieśniania.

Drugi scenariusz jest mniej komfortowy. W tym scenariuszu zakłada się, że realne korzyści produktowe z AI pojawią się dopiero za kilka lat, podczas gdy dodatkowy popyt odczuwalny jest już teraz. W takim układzie boom inwestycyjny staje się kolejną falą przegrzania, a bank centralny, który będzie czekał na dane o produktywności, obudzi się za późno – z inflacją znów odjeżdżającą od celu.

Prognozy dla dolara na 2026. Duże banki wskazują jeden kierunek, a złoty ma szansę zyskać

Lekcje z lat 90.: 1996 vs 1999

Warsh lubi sięgać do historii Fed z lat 90. i do epoki Alana Greenspana. Tamten okres daje mu dwie skrajne lekcje, które można dziś potraktować jak skróty myślowe.

W 1996 roku Greenspan, widząc silny wzrost gospodarczy i euforię na rynkach, zdecydował się nie strzelać pierwsze. Zaryzykował tezę, że szybki wzrost nie musi automatycznie prowadzić do niekontrolowanej inflacji – i wygrał. Gospodarka rozwijała się dalej, inflacja nie wybuchła, a Fed mógł dłużej utrzymywać łagodniejszą politykę.

Trzy lata później sytuacja wyglądała inaczej. Pod koniec dekady Fed podnosił stopy, próbując zagrodzić drogę inflacji przy coraz bardziej rozgrzanym rynku pracy i napompowanym rynku akcji. Ten cykl zacieśniania poprzedził pęknięcie bańki internetowej i recesję.

Dziś Warsh ma świadomość, że może stać przed podobnym wyborem: być jak Fed z 1996 roku, który zaufał produktywności, czy jak Fed z 1999 roku, który wolał z wyprzedzeniem przykręcić kurek z płynnością.

Podzielony Fed i „cisza” zamiast forward guidance

Niepewność widać nie tylko w wypowiedziach Warsha, ale też w rozkładzie opinii wewnątrz FOMC. 

Stopy procentowe pozostały bez zmian, ale prognozy członków komitetu są wyraźnie rozjechane: część widzi miejsce na podwyżki jeszcze w tym roku, inni takich ruchów nie zakładają.

Zapytany, czy AI na tym etapie bardziej podbija popyt, czy podaż, Warsh zwrócił uwagę, że popyt jest relatywnie łatwy do zmierzenia, a wpływ na produktywność – znacznie trudniejszy do uchwycenia w czasie rzeczywistym. To eleganckie przyznanie, że Fed porusza się we mgle.

Warto to zestawić z tym, co opisywałem w poprzednim artykule: Warsh konsekwentnie buduje wizerunek szefa banku centralnego, który nie chce już prowadzić rynków za rękę. Mniej konkretnego forward guidance, mniej deklaracji co zrobimy na kolejnych posiedzeniach, więcej ostrożnych, warunkowych sformułowań. 

Teraz widzimy, że za tym stoi nie tylko nowy styl komunikacji, ale i świadomość, że otoczenie technologiczno‑gospodarcze jest trudniejsze do odczytania niż klasyczne cykle.

Sympatia do wzrostu napędzanego produktywnością

Mimo tej ostrożności w słowach, preferencje Warsha da się między wierszami odczytać. W jego wypowiedziach regularnie powraca motyw, że „silny wzrost oparty na produktywności nie jest zagrożeniem, tylko czymś, co Fed powinien wspierać, a nie zwalczać”. To echo intuicji z połowy lat 90.: jeśli gospodarka rośnie, bo staje się bardziej efektywna, bank centralny nie musi od razu wciskać hamulca.

Problem w tym, że na żywo nie wiadomo jeszcze, czy obecna faza AI to bardziej budowa fundamentów przyszłej produktywności, czy już klasyczne przegrzanie – tylko pod nowym, technologicznym szyldem.

Co to oznacza dla inwestorów

Dla inwestorów – zarówno w akcje, jak i w obligacje czy dolara – najważniejszy wniosek jest taki, że głównym ryzykiem nie jest pojedyncza decyzja o stopach, lecz diagnoza epoki.

Jeśli Fed przeceni tempo, w jakim AI przełoży się na produktywność, może za długo tolerować zbyt silny popyt i pozwolić inflacji ponownie wymknąć się z przedziału celu. W takim scenariuszu późniejsze zacieśnianie będzie bardziej gwałtowne, a rynki akcji i długu boleśniej to odczują.

Jeśli z kolei Warsh uzna, że boom AI to przede wszystkim ryzyko przegrzania i zbyt szybko sięgnie po podwyżki, grozi mu powtórka z końca lat 90.: schłodzenie gospodarki i korekta w segmentach, które dziś najbardziej korzystają z narracji „nowej technologicznej rewolucji”.

W praktyce dla inwestorów oznacza to kilka rzeczy:

  • Większa zmienność wokół danych makro – szczególnie tych dotyczących rynku pracy, inwestycji i produktywności.
  • Mniejsza opiekuńczość Fed – mniej jasno narysowanej ścieżki stóp, więcej reagowania na bieżące dane.
  • Większą wagę narracji wokół AI – czy będzie postrzegana jako uzasadniony fundament zysków, czy jako paliwo dla kolejnej bańki.

 

W poprzednim artykule pisałem, że wraz z Warsh’em wchodzi do Fed „nowy rozdział”, w którym bank centralny chce, by rynek mniej koncentrował się na tym, co powie przewodniczący, a bardziej na tym, co pokazują dane. Ten tekst jest w pewnym sensie ciągiem dalszym: nowy szef Fed musi teraz odpowiedzieć nie tylko na pytanie, jak zarządzać stopami, ale też jak odczytać erę AI. Od tej odpowiedzi będzie zależeć, czy przyszłe podręczniki ekonomii będą porównywać jego kadencję do 1996, czy do 1999 roku.

Udostępnij