WSJ ujawnia statystyki, kto naprawdę zarabia na Polymarket i dlaczego zwykły użytkownik nie ma szans
Rynki predykcyjne, takie jak Polymarket czy Kalshi, kusiły tym samym, czym kiedyś kusiły CFD i forex dla detalicznych inwestorów – obietnicą, że każdy, kto ma wiedzę i refleks, może zarabiać jak profesjonalista. Jednak jak wynika z obszernego materiału opublikowanego przez The Wall Street Journal, dla większości użytkowników rzeczywistość przypomina raczej walkę o przetrwanie w basenie pełnym rekinów.
Analiza danych przeprowadzona przez dziennikarzy w poniedziałkowym wydaniu WSJ, a dokładniej w artykule Why Almost Everyone Loses—Except a Few Sharks—on Prediction Markets pokazuje, że zyski płyną niemal wyłącznie do wąskiej grupy profesjonalistów, podczas gdy amatorzy systematycznie tracą swoje oszczędności.
Fortuny w rękach nielicznych
Najważniejszym wnioskiem płynącym z materiału WSJ jest skala nierówności panująca na platformach. Gazeta prześwietliła 1,6 miliona kont na Polymarket i odkryła, że mechanizm sukcesu jest tam bezlitosny.
„Analiza WSJ wykazała, że 67% zysków na Polymarket trafia do zaledwie 0,1% kont” – informuje gazeta.
Oznacza to, że garstka graczy, licząca niespełna dwa tysiące osób, zgarnęła łącznie prawie pół miliarda dolarów. Na konkurencyjnej platformie Kalshi sytuacja wygląda podobnie. Przedstawiciele serwisu przyznali, że na każdego zarabiającego użytkownika przypada prawie trzech, którzy kończą ze stratą.
Algorytmy kontra ludzka intuicja
Dlaczego zwykły użytkownik ma tak nikłe szanse?
Jak opisał WSJ, rynki te zostały zdominowane przez profesjonalne firmy tradingowe, które operują na zupełnie innym poziomie technologicznym niż przeciętny internauta. Zawodowcy wydają miliony dolarów na błyskawiczne strumienie danych i algorytmy, które zawierają tysiące transakcji dziennie, reagując na zmiany w ułamku sekundy.
Dziennik przytacza słowa Michaela Bossa, statystyka i byłego gracza w pokera, który na Kalshi zawiera nawet 60 transakcji na minutę. Jego zdaniem amatorzy kierujący się przeczuciem są na straconej pozycji.
„Zwykli gracze nie mają szans. Systematycznie” – podsumowuje Boss w rozmowie z gazetą.
Ceny ropy powyżej 100 USD. Dlaczego konflikt z Iranem zatrzymał hossę na złocie i srebrze
Pułapka rynków wzmianek
Szczególnie niebezpiecznym obszarem, na który zwraca uwagę tekst WSJ, są tak zwane rynki wzmianek (mention markets).
To zakłady o to, czy znana osoba wypowie konkretne słowo podczas publicznego wystąpienia. Choć wydają się one atrakcyjne, analiza gazety pokazuje, że są to często zakłady dla naiwnych.
Dziennikarze wyliczyli, że szanse na wygraną w tych kategoriach są systematycznie przeszacowane. Przeciętny gracz stawiający na „tak” traci średnio 11% wyłożonej kwoty. Według badań przytoczonych przez dziennik to wynik gorszy niż w przypadku większości automatów do gier w Las Vegas. Tragiczny przykład opisany w artykule to historia Johna Pedersona, który postawił 41 tysięcy dolarów na jedno słowo rapera w telewizji i stracił wszystko przez drobny szczegół w regulaminie transmisji.
Intel bije prognozy i mierzy w historyczny rekord. Akcje rosną o 20% po wynikach Q1
Ramy prawne – model amerykański a europejska blokada
Podczas gdy WSJ skupia się na nierównościach finansowych, równie istotny jest fundament prawny tych platform – a jest on głęboko amerykański.
W USA rynki predykcyjne nie są traktowane jako hazard, lecz jako pochodne instrumenty finansowe, nadzorowane przez Commodity Futures Trading Commission (CFTC) – federalny regulator rynków terminowych i derywatów, odpowiednik europejskiego ESMA. To kluczowa różnica: w Stanach platforma taka jak Kalshi działa na tej samej licencji co tradycyjna giełda kontraktów terminowych, nie jak bukmacher.
Ten status prawny nie był dany z góry – wywalczyły go sądy.
W 2024 roku federalny Sąd Apelacyjny dla Okręgu Dystryktu Kolumbii (D.C. Circuit) – jeden z najważniejszych sądów w USA – orzekł, że CFTC bezpodstawnie zakazała Kalshi notowania kontraktów wyborczych, bo zakłady na wyniki wyborów i polityki po prostu nie są „grą hazardową" w rozumieniu prawa federalnego. W kwietniu 2026 roku Sąd Apelacyjny III Okręgu (obejmujący m.in. New Jersey, Pensylwanię i Delaware) poszedł o krok dalej: stwierdził, że federalna ustawa Commodity Exchange Act całkowicie wyprzedza stanowe przepisy hazardowe w odniesieniu do sportowych kontraktów zdarzeniowych.
Innymi słowy – żaden stan nie może samodzielnie zakazać działalności, którą reguluje Washington.
Prawna klasyfikacja samego instrumentu jest przy tym klarowna: kontrakt wypłaca 1 dolara, jeśli zdarzenie nastąpi, i 0 dolarów, jeśli nie.
Sąd uznał, że to derywat – nie kupon bukmachera.
Bezpieczne inwestowanie w kryptowaluty. Na co zwracać uwagę podczas korzystania z giełd
Dlaczego tego nie ma w Polsce i Europie?
W Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rynki predykcyjne są de facto zablokowane, ponieważ Ministerstwo Finansów zakwalifikowało je jako zakłady wzajemne objęte ustawą o grach hazardowych. Główne platformy, w tym Polymarket, wpisano do Rejestru Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych.
Oznacza to obowiązek blokowania dostępu przez operatorów oraz zakaz realizowania płatności przez banki.
W skali całej Unii Europejskiej brakuje jednolitej polityki. Kontrakty zdarzeniowe znajdują się na granicy dwóch światów. Jeśli dotyczą finansów, mogą podlegać pod dyrektywę MiFID II. Jeśli jednak dotyczą wyniku meczu lub wypowiedzi polityka, niemal automatycznie trafiają pod restrykcyjne regulacje hazardowe. Eksperci prognozują, że Unia Europejska prawdopodobnie wypracuje osobną kategorię regulacyjną dla rynków predykcyjnych, ale nastąpi to najwcześniej w latach 2026–2027. Do tego czasu europejscy użytkownicy muszą liczyć się z wysokim stopniem niepewności prawnej oraz ryzykiem blokad.
W co inwestowali Polacy w marcu? Najpopularniejsze akcje i fundusze ETF na platformie SaxoTrader

