Moda na delisting? Spółki związane z transformacją energetyczną znikają z GPW
Warszawski parkiet traci kolejne firmy związane z transformacją energetyczną. Grenevia już zakończyła ponad 20-letnią obecność na giełdzie, Energa jest na finiszu tego procesu, a większościowy akcjonariusz ZE PAK chce przejąć pełną kontrolę nad spółką. Nie każda próba kończy się jednak sukcesem - Polenergia pozostaje na GPW po nieudanym wezwaniu głównych właścicieli.
Giełda przestaje być potrzebna?
Coraz więcej właścicieli spółek z sektora energetycznego dochodzi do wniosku, że giełda nie zawsze ułatwia prowadzenie kosztownej i wieloletniej transformacji. Poza rynkiem publicznym chcą mieć większą swobodę w podejmowaniu decyzji o inwestycjach, zamykaniu starszych aktywów i rozwijaniu nowych segmentów biznesu.
Najdalej tą drogą zaszła Grenevia. Jej akcje zostały wycofane z obrotu 8 lipca 2026 r., po ponad dwóch dekadach obecności na GPW – początkowo pod nazwą Famur, a później Grenevia. TDJ doprowadził do objęcia 100 proc. akcji, a łączna kwota przeznaczona na ich zakup, wraz z przymusowym wykupem, sięgnęła blisko 850 mln zł. Właściciel wskazywał, że trwająca transformacja wymaga stabilności właścicielskiej i większej elastyczności przy podejmowaniu długoterminowych decyzji.
Z obrotu wycofano ponad 574,6 mln akcji Grenevii. Spółka rozwija działalność m.in. w fotowoltaice, systemach bateryjnych, elektroenergetyce oraz rozwiązaniach dla górnictwa i energetyki wiatrowej, choć sektor górniczy nadal pozostaje jej największym źródłem przychodów.
Czytaj także: Polenergia zostaje na GPW. Po fiasku wezwania rynek patrzy na offshore
Energa coraz bliżej wyjścia z parkietu
Podobny kierunek obrał Orlen wobec Energi. Koncern posiada ponad 95 proc. jej akcji i zdecydował o przeprowadzeniu przymusowego wykupu walorów należących do pozostałych akcjonariuszy. Cena została ustalona na 27,60 zł za akcję, a zakończenie operacji ma prowadzić do wycofania Energi z obrotu giełdowego.
Proces odbywa się w okresie intensywnych inwestycji. W pierwszej połowie 2026 r. Energa wypracowała 11,2 mld zł przychodów, 2,7 mld zł EBITDA i 1,3 mld zł zysku netto. Jednocześnie rozwija sieci dystrybucyjne, źródła gazowe oraz OZE. Z lipcowej emisji akcji pozyskała od Orlenu ponad 5,1 mld zł na dalsze inwestycje.
Czytaj także: Informacja o zamiarze nabycia akcji spółki ENERGA SA w drodze przymusowego wykupu
ZE PAK może być następny
Kolejną spółką, która może opuścić GPW, jest ZE PAK. Argumenol Investment, posiadający 65,96 proc. akcji, zapowiedział dobrowolne wezwanie na pozostałe walory. Oferowana cena wynosi 18 zł za akcję, co oznacza potencjalną wartość transakcji na poziomie około 311,4 mln zł. Jeśli udział głównego akcjonariusza osiągnie co najmniej 95 proc. głosów, planowany jest przymusowy wykup, a następnie działania zmierzające do wycofania spółki z giełdy.
ZE PAK znajduje się jednocześnie w zaawansowanej przebudowie działalności związanej z odchodzeniem od węgla brunatnego. Grupa wygasiła większość historycznych aktywów konwencjonalnych, a dalsza transformacja wymaga restrukturyzacji kosztów, rekultywacji terenów pogórniczych i wysokich nakładów na nowe źródła wytwórcze.
Mocne indeksy, słabsze fundamenty rynku
Kolejne delistingi warto widzieć w szerszym kontekście kondycji warszawskiej giełdy. Z jednej strony GPW ma za sobą bardzo mocny okres: WIG wzrósł w 2025 r. o 47,3 proc., a w 2026 r. dołożył około jednej trzeciej, zaś po trzech kwartałach 2026 r. na głównym rynku odnotowano 10 debiutów.
Obraz jest jednak mniej optymistyczny, gdy spojrzeć głębiej. Połowę dziesięciu największych spółek na GPW stanowią banki, a siłę indeksów w dużej mierze budują spółki Skarbu Państwa z tradycyjnych branż. Brakuje większej liczby nowych spółek technologicznych, przemysłowych i usługowych o międzynarodowych ambicjach.
Co więcej, spośród 10 tegorocznych debiutów tylko pięć dotyczyło rzeczywiście nowych emitentów, a pozostałe były m.in. przejściami z NewConnect lub wydzieleniami z już notowanych przedsiębiorstw. W dłuższym okresie bilans pozostaje niekorzystny – w ciągu dekady GPW straciła netto 149 spółek.
Polenergia pokazuje granice delistingu
Warto jednak podkreślić, że nie każdemu właścicielowi udaje się jednak zamknąć giełdową historię Mansa Investments Dominiki Kulczyk oraz Brookfield próbowały w lipcu przejąć akcje Polenergii, oferując 59,10 zł za walor. Dwa OFE, posiadające łącznie 13 proc. akcji, uznały tę cenę za niewystarczającą. Wymagany poziom 95 proc. nie został osiągnięty, więc inwestorzy odstąpili od zakupu akcji objętych wezwaniem, a Polenergia pozostała spółką publiczną.
Kurs akcji Polenergia
Przypadek Polenergii pokazuje, że fala delistingów nie musi oznaczać automatycznego znikania kolejnych firm z parkietu. Ostateczny wynik zależy także od ceny i decyzji akcjonariuszy mniejszościowych. Jednocześnie przykłady Grenevii, Energi i ZE PAK wskazują, że dla właścicieli spółek stojących przed kosztowną, wieloletnią transformacją obecność na giełdzie coraz częściej przestaje być oczywistym wyborem.
