Polenergia zostaje na GPW. Po fiasku wezwania rynek patrzy na offshore
Nieudane wezwanie na akcje Polenergii zakończyło scenariusz szybkiego wycofania spółki z giełdy, ale nie rozstrzygnęło sporu o jej wartość. Część dużych akcjonariuszy uznała cenę 59,10 zł za zbyt niską, a po fiasku transakcji kurs mocno spadł. Teraz inwestorzy ponownie muszą wycenić przyszłe projekty firmy Dominiki Kulczyk, w tym przede wszystkim morskie farmy wiatrowe.
BIF IV Europe Holdings, podmiot powiązany z funduszem Brookfield, oraz Mansa Investments, wehikuł inwestycyjny kontrolowany przez Dominikę Kulczyk, ogłosiły wezwanie na 17 077 229 akcji Polenergii po 59,10 zł za sztukę. Pakiet odpowiadał około 22,12 proc. kapitału i głosów. Zapisy trwały od 14 lipca do 12 sierpnia, jednak wymagany warunek nie został spełniony. Wzywający nie nabyli więc akcji objętych zapisami, a sama transakcja nie została rozliczona.
Po zakończeniu wezwania rynek szybko zareagował. Kurs spółki zanotował silną przecenę, a podczas jednej z pierwszych sesji po ogłoszeniu fiaska spadł do 52,50 zł. Później pojawiło się odbicie. 18 sierpnia akcje kosztowały 56 zł, co i tak oznacza spadek o 10,26 proc. w skali miesiąca.
Czytaj także: Polenergia w technologicznej ekstraklasie. Chodzi o cyfrowe serce zielonej energii
OFE nie chciały sprzedawać akcji Polenergii
Jednym z najważniejszych powodów niepowodzenia wezwania była postawa Allianz Polska OFE i Nationale-Nederlanden OFE, które łącznie posiadały ponad 13 proc. akcji. Fundusze uznały, że cena 59,10 zł nie odzwierciedla wartości godziwej Polenergii. Wskazywały m.in. na aktywa w energetyce wiatrowej i słonecznej, portfel projektów offshore, perspektywy rozwoju i sytuację bilansową spółki.
W praktyce był to spór o to, jak wyceniać przedsiębiorstwo, którego największe inwestycje dopiero zaczną generować przychody.
Cena akcji Polenergia
Polenergia: Klucz do wyceny leży na Bałtyku
Najważniejszym elementem przyszłości Polenergii są morskie farmy wiatrowe. Wspólnie z Equinorem spółka realizuje projekty Bałtyk 2 i 3 o łącznej mocy 1,44 GW, a w planach pozostaje także Bałtyk 1 o mocy 1,56 GW.
Skala przedsięwzięć jest ogromna. Nakłady na Bałtyk 2 i 3 określano na około 6 mld euro, a kolejny projekt ma mieć podobną skalę. Jednym z argumentów za wycofaniem Polenergii z giełdy było przekonanie głównych inwestorów, że tak kapitałochłonne projekty łatwiej byłoby finansować i realizować poza rynkiem publicznym.
Jednocześnie właśnie te inwestycje mogą w przyszłości stanowić główne źródło wzrostu notowań. Pierwsza energia z projektów Bałtyk 2 i 3 może pojawić się w 2027 r., a wyraźniejszy przełom przychodowy oczekiwany jest od 2028 r. Bałtyk 1 ma ponadto zabezpieczony 25-letni kontrakt różnicowy.
Co z tego wynika?
Fiasko wezwania oznacza, że dalsza wycena Polenergii będzie w większym stopniu zależała od realizacji jej strategii niż od oczekiwań związanych z możliwym wycofaniem spółki z giełdy. Kluczowe pozostają projekty offshore, które mają w kolejnych latach zwiększać skalę działalności i przychody grupy. To tempo ich realizacji, koszty oraz zdolność do generowania oczekiwanych przepływów pokażą, czy decyzja części akcjonariuszy o niesprzedawaniu akcji po 59,10 zł okaże się korzystna.
