Reforma ETS. W piątek EU przedstawi ważne zmiany dla przyszłości Orlen i PGE
Zapowiadany na 17 lipca pakiet propozycji Komisji Europejskiej dotyczący rewizji systemu handlu emisjami (EU ETS) budzi ogromne emocje zarówno w Brukseli, jak i na polskiej scenie politycznej. Decyzje, które zapadną w najbliższych dniach zdefiniują przyszłość kluczowych polskich firm od Orlenu po PGE czy Tauron i Eneę.
Dekarbonizacja czy ucieczka biznesu?
EU ETS znalazł się w punkcie zwrotnym, zmagając się z głębokim kryzysem zaufania. Narzucony przedsiębiorstwom z określonych branż obowiązek płacenia za emitowane CO2, co prawda ma pozytywny wpływ środowiskowy, ale przekłada się także na olbrzymie koszty. Według Warsaw Enterprise Institute system obciąża polską gospodarkę kwotą sięgającą nawet 12,87 mld euro rocznie.
Sytuacja ta stawia krajowe i unijne firmy w skrajnie niekorzystnej pozycji wobec konkurentów ze Stanów Zjednoczonych i Chin, rodząc realne ryzyko ucieczki produkcji poza granice UE. Przykładowo cena tony CO2 w chińskim odpowiedniku EU ETS to 10-15 USD a w Unii Europejskiej około 80 euro.
Dotychczasowym instrumentem osłonowym dla biznesu była pula bezpłatnych pozwoleń na emisje, która miała chronić rodzimy przemysł. Bruksela dąży jednak do systematycznego ograniczania darmowych alokacji, chcąc w ten sposób zmusić przedsiębiorstwa do wdrażania technologii niskoemisyjnych. Ta polityka wywołuje stanowczy opór – organizacje zrzeszające przemysł otwarcie ostrzegają przed widmem masowych zwolnień i bankructw, wskazując, że dotychczasowe unijne instrumenty ochronne są jedynie fasadowe i nie przynoszą realnej ulgi.
Pod wpływem tej presji Komisja Europejska przygotowuje się do ustępstw, rozważając przedłużenie przyznawania bezpłatnych uprawnień poza pierwotnie planowaną granicę 2034 r. dla sektorów objętych mechanizmem CBAM (tzw. cła węglowego), co mogłoby potrwać nawet przez całą kolejną dekadę. Zgoda na to ma być jednak obwarowana twardym warunkiem nakazującym firmom realizowanie inwestycji transformacyjnych wyłącznie na terytorium Unii.
Czytaj także: Na gigantycznej inwestycji w rurociągi NATO skorzystają spółki z GPW. Oto lista
Nowa architektura ETS
Planowane modyfikacje systemu EU ETS, choć przez część analityków oceniane jedynie jako drobne korekty, a nie fundamentalna rewolucja strukturalna, niosą ze sobą istotne konsekwencje finansowe i operacyjne. Najważniejsza dyskusja toczy się wokół tempa redukcji ogólnego pułapu emisji. Choć Komisja Europejska usiłuje utrzymać kurs na redukcję emisji o 90 proc. do 2040 roku, to jednocześnie planuje wydłużyć proces wycofywania uprawnień z rynku. Zamiast całkowitego wygaszenia puli do końca lat trzydziestych, nowe ramy prawne zakładają emisję pozwoleń także w latach czterdziestych. Przełoży się to na obniżenie współczynnika liniowej redukcji (LRF), który obecnie wynosi ponad 4 proc. Bruksela wysyła sygnały, że spadek ten nie będzie drastyczny, niemniej szacunki ekspertów mocno się różnią – pojawiają się propozycje obniżenia LRF do poziomu około 3,4 proc. lub poszukiwania kompromisu w szerokim przedziale między 2,2 proc. a 4,3 proc. Sytuacja ta budzi duże obawy środowisk ekologicznych, które alarmują, że spadek tego współczynnika poniżej granicy 4 proc. pozbawi przedsiębiorstwa bodźców finansowych do przechodzenia na ekologiczne rozwiązania i uderzy w podmioty, które już poniosły gigantyczne koszty dekarbonizacji.
Reforma ma również zmienić sposób dystrybucji środków finansowych generowanych przez system. Dotychczasowe statystyki pokazują rażącą dysproporcję – niemal 4/5 wpływów zasilało bezpośrednio budżety państw członkowskich, podczas gdy na faktyczną transformację przemysłową trafiało zaledwie 5 proc. tych funduszy. Nowe przepisy mają zmusić stolice do realnego wspierania sektorów objętych restrykcjami, co już teraz zapowiada ostry opór ze strony niektórych rządów.
Aby złagodzić te napięcia i wspomóc branże najtrudniejsze do zmodernizowania, Unia planuje uruchomienie specjalnego instrumentu inwestycyjnego o wartości 30 mld euro, zasilanego ze sprzedaży 400 mln uprawnień, który ma stać się fundamentem dla przyszłego, 100-miliardowego Banku Dekarbonizacji Przemysłu. Jednocześnie rozważa się otwarcie systemu na krajowe, certyfikowane technologie pochłaniania CO2 oraz włączenie do ETS nowych obszarów, w tym lotów międzykontynentalnych, mniejszych jednostek morskich czy spalarni odpadów. Takie rozszerzenie sprawiłoby, że po 2030 roku rolnictwo pozostałoby jedynym kluczowym sektorem wolnym od bezpośrednich opłat emisyjnych.
Tarcia polityczne i walka o polski interes
W Polsce unijna polityka klimatyczna wyznacza oś najgłębszych podziałów politycznych, generując zupełnie odmienne wizje obrony interesów narodowych. Strona rządowa koncentruje się na działaniach osłonowych wewnątrz unijnego systemu, postulując wstrzymanie wdrożenia tzw. systemu ETS2 dla budownictwa i transportu, aby uchronić najuboższych obywateli przed gwałtownym wzrostem kosztów codziennego życia. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zabiega także o zwiększenie wsparcia dla ciepłownictwa oraz darmowych pul dla sektorów energochłonnych i obronnych.
Z kolei opozycja domaga się natychmiastowego zerwania z systemem i jednostronnego wyjścia z ETS, co eksperci uznają za krok będący wstępem do opuszczenia struktur unijnych. Swoje postulaty zgłasza również ośrodek prezydencki, proponując wprowadzenie sztucznych mechanizmów ograniczania cen uprawnień, choć koncepcja ta ze względu na wymóg jednomyślności podatkowej w UE uchodzi za mało realną.
Mimo wewnętrznych sporów Warszawa stara się aktywnie budować dyplomatyczne koalicje w Europie, by zyskać mocniejszą pozycję przetargową w nadchodzących negocjacjach. W ramach nieformalnych sojuszy Polska współpracuje z największymi unijnymi gospodarkami w celu ograniczenia spekulacji cenowych na rynku uprawnień, a także inicjuje spotkania państw Europy Środkowo-Wschodniej. Działania te przynoszą już pierwsze sukcesy proceduralne, takie jak poparcie postulatu, by darmowe uprawnienia regulować w odrębnym, szybszym akcie prawnym, czy obietnica Brukseli dotycząca weryfikacji wskaźników emisji. Głównym celem rządu pozostaje jednak maksymalne zabezpieczenie środków z Funduszu Modernizacyjnego, z którego Polska planuje pozyskać kilkanaście mld euro na cele proekologiczne. Wszystkie te kwestie będą kluczowym elementem zbliżających się, trudnych negocjacji nad nowym budżetem unijnym, których finalizacja w Parlamencie Europejskim i Radzie planowana jest na początek 2027 roku, przed ostatecznym wejściem w życie nowych przepisów w 2028 roku.
