Ceny gazu ziemnego spadają. Giełdowy paradoks mimo mrozów
Polska od dziewięciu dni tkwi w żelaznym uścisku arktycznego powietrza. To, co początkowo zapowiadało się na jedynie przejściowe ochłodzenie, przerodziło się w jedną z najbardziej dotkliwych fal mrozów ostatnich lat. Temperatura w wielu regionach kraju – szczególnie na wschodzie i w rejonach podgórskich – spada nocami poniżej -20 stopni Celsjusza. Czy polskiej gospodarce wystarczy gazu ziemnego?
Mróz: Polsce wystarczy gazu?
Mroźna pogoda to oczywiście wyzwanie dla zaopatrzenia polskiej gospodarki w gaz ziemny. Według najświeższych danych AGSI (Aggregated Gas Storage Inventory) z 7 stycznia, Polska wkracza w apogeum zimy z solidnym zabezpieczeniem. Nasze magazyny gazu są wypełnione w 78,86 proc.. W UE poziom zapełnienia to 57,18 proc., choć warto pamiętać o tym, że różne państwa mają różnej wielkości zapasy. Nasze krajowe magazyny (pojemność powyżej 3 mld m3) mogą zabezpieczyć około 16 proc. rocznego zużycia. Dla porównania w Niemczech 22-25 proc., a w Czechach 45 proc.
REKLAMA
Przy obecnej aurze dobowe zużycie gazu w Polsce wynosi 0,93 proc. całkowitej pojemności magazynów. To oznacza, że przy tak mroźnej aurze wystarczyłoby nam gazu na prawie 85 dni. Tymczasem meteorolodzy prognozują, że ocieplenie będzie miało miejsce 15 stycznia. To oznacza, że Polska jest w pełni zabezpieczona na sezon grzewczy.
Czytaj także: Świat osiągnął właśnie szczyt zużycia węgla. Polskie górnictwo umiera
Giełdowy paradoks cenowy mimo mrozów
W tym miejscu należy wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie mrozów, czyli rynkowym paradoksie cenowym. Mogłoby się wydawać, że wizja pustoszejących magazynów i niskich temperatur zwiększy giełdowe ceny gazu. Tymczasem dzieje się rzecz odwrotna. Na kluczowym europejskim hubie TTF Dutch, jeszcze 8 stycznia za megawatogodzinę (MWh) płacono zaledwie 27,6 euro. To kwota znacząco niższa niż trzy miesiące temu. 9 października, gdy jesień była łagodna, a o mrozach nikt jeszcze nie myślał, cena wynosiła 32 euro.
Co z tego wynika?
Ten spadek cen o niemal 14 proc. w samym środku ataku zimy to sygnał, że rynek nauczył się żyć w nowej rzeczywistości energetycznej. Inwestorzy, uspokojeni wysokim stanem napełnienia magazynów na początku sezonu oraz stabilnymi dostawami LNG, nie ulegają panice, którą jeszcze dwa lata temu wywołałby każdy arktyczny wyż.
