Przejdź do treści

udostępnij:

Kategorie

Koniec iluzji. Górnictwo ciągnie za sobą całą branżę okołowęglową

Udostępnij

Polskie górnictwo węgla od dłuższego czasu nie jest już filarem bezpieczeństwa energetycznego ani kołem zamachowym gospodarki. Wręcz odwrotnie - stało się jednym z najdroższych projektów socjalno-politycznych w Polsce. Każdy kolejny miliard złotych dosypywany do kopalń wyłącznie oddala nieuniknione i zwiększa koszty transformacji, które i tak poniosą podatnicy. Podobna sytuacja dotyczy również branży okołogórniczej o czym wielu dziś niestety zapomina.

JSW symbolem problemów górnictwa

Od lat sektor węglowy funkcjonuje w trybie „kryzysu”, a sytuacja JSW jest jedynie jego najnowszą odsłoną. W ostatnich latach pojawiły się co prawda drobne wyjątki, lecz te okresy można określić |ostatnimi podrygami konającego sektora”. Malejące wydobycie, spadająca wydajność pracy i rosnące koszty powodują, że większość kopalń nie jest w stanie utrzymać się bez stałego wsparcia publicznego. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że skala pomocy nie przekłada się na trwałą poprawę efektywności. Wręcz przeciwnie – im więcej dotacji, tym słabsza presja na realne zmiany. Węgiel przegrywa konkurencję cenową z importem, a krajowe kopalnie produkują surowiec, na który systematycznie spada popyt.

REKLAMA 

 

Energetyka, przez dekady największy odbiorca surowca, szybko się zmienia. Rozwój OZE i mocy gazowych wypierają paliwo stałe nie z powodów ideologicznych, lecz czysto ekonomicznych i technologicznych. Bloki węglowe coraz częściej zaczynają więc pełnią rolę strategicznej rezerwy, a nie podstawy systemu. Podobny proces zachodzi w ciepłownictwie, gdzie koszty uprawnień do emisji CO2 oraz środowiskowe i klimatyczne wymogi regulacyjne czynią węgiel coraz mniej opłacalnym.

Czytaj także: Podsumowanie 2025 roku: dane to nowa ropa, a energia to krew gospodarki

JSW chce wsparcia. Cała branża chce wsparcia

Od początku transformacji ustrojowej górnictwo pochłonęło gigantyczne środki publiczne i – co ważne – pochłonie ich jeszcze więcej. Dlaczego? Ponieważ ostatkiem sił pod koniec 2025 r. uchwalono nowelizację ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Dokument ten z założenia ma pozwolić na stopniową likwidację kopalń poprzez redukcje zatrudnia, ale… w zamian za sowite odprawy dla kadr, które pomimo braku przyszłości w sektorze wolą postawić na „łatwą kasę od państwa”, bo przecież się „należy”.

Mimo to sektor pozostaje strukturalnie nierentowny. Każda kolejna transza wsparcia jest uzasadniana. Pomimo tego i tak następują duże zakłócenia co widać po olbrzymich problemach JSW. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że górnictwo w Polsce to klasyczny przykład pułapki kosztów utopionych – skoro wydaliśmy już tak dużo, boimy się przyznać, że model się nie sprawdził.

Górnictwo w Polsce wciąż ma silną pozycję polityczną. Regiony węglowe, związki zawodowe i spółki Skarbu Państwa tworzą swoista „siłę”, który skutecznie blokuje decyzje polityczne o wygaszaniu nierentownych kopalń. Argumenty o bezpieczeństwie energetycznym coraz częściej służą jako zasłona dla obrony status quo. Tymczasem bezpieczeństwo systemu buduje się dziś elastycznością, dywersyfikacją źródeł i inwestycjami w sieci, a nie utrzymywaniem najdroższego paliwa na rynku.

Notowania Famuru zależne od branży górniczej

Problem nie dotyczy wyłącznie kopalń. Wraz z kurczeniem się wydobycia w trudnej sytuacji znajdą się również firmy obsługujące sektor – producenci maszyn, usług i technologii górniczych. Mowa o spółkach takich jak Bumech czy Famur, która są uzależnione od zamówień pochodzących ze spółek górniczych. Bez realnej zmiany profilu działalności te przedsiębiorstwa podzielą los górnictwa – stopniową marginalizację, a z czasem zapewne również restrukturyzację wymuszoną kryzysem.

Tu jednak nie będzie miliardów złotych hojnie dosypywanych z budżetu. Większość tych przedsiębiorstw znajduje się bowiem w rękach prywatnych. Na pytanie co dalej od dłuższego czasu próbują odpowiedzieć zarządy i menedżerowie. W ostatnim czasie „modne” stało się podążanie za trendami, a głównym trendem jest wciąż bezpieczeństwo. Tyle, że tym razem już nie energetyczne, a militarne. Widać to doskonale na przykładzie Famuru wchodzącego w skład Grupy Grenevia, który podczas MSPO podpisał list intencyjny z PGZ, co wywołało „górkę” na akcjach (wzrost do ponad 3,90 zł za akcję). „Górki” mają jednak to do siebie, że zaraz później następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością – notowania w ciągu następnych tygodni uległy korekcie stabilizując się na poziomie ok. 3,20 zł za akcję. Tu jednak to zderzenie jeszcze nie wystąpiło – to będzie raczej dłuższy proces, który postępować będzie wraz z problemami kopalń. Dla notowań Famuru może to więc oznaczać równię pochyłą.

Czytaj także: Świat osiągnął właśnie szczyt zużycia węgla. Polskie górnictwo umiera

Lepsza alternatywa dla pieniędzy podatników

Zakończenie dotowania wydobycia węgla nie oznacza porzucenia regionów górniczych. Wręcz przeciwnie – uwolnione środki mogłyby zostać przeznaczone na realną transformację, czyli przekwalifikowanie pracowników, rozwój nowych gałęzi przemysłu, inwestycje w infrastrukturę i innowacje. Każdy rok zwłoki zwiększa jednak koszt takiego procesu i zmniejsza jego społeczną akceptację.

Wsparcie górnictwa węgla kamiennego nie jest już polityką przemysłową, lecz próbą konserwowania przeszłości. Ekonomia, technologia i rynek energii jednoznacznie wskazują kierunek zmian. Im szybciej państwo zaakceptuje fakt, że węgiel jest sektorem schyłkowym – wraz z branżami okołogórniczych – tym większa szansa, że transformacja będzie kontrolowana, a nie wymuszona przez kryzys.

 

Udostępnij