Demokratyzacja rynku kapitałowego działa. Kombinat Konopny zebrał już 8,5 mln zł zapisów w prekampanii mówi Maciej Kowalski
Kombinat Konopny wchodzi w kolejny etap rozwoju, napędzany dynamicznym wzrostem segmentu tekstylnego chce wykorzystać rosnącym zainteresowanie inwestorów indywidualnych. Spółka przygotowuje się do nowej emisji akcji, która, jeszcze przed ujawnieniem szczegółowych warunków, przyciągnęła setki osób deklarujących chęć udziału. O kulisach prekampanii, strukturze inwestorów, planach rozwoju oraz wyzwaniach związanych ze skalowaniem produkcji rozmawiamy z Maciejem Kowalskim CEO i głównym akcjonariuszem Kombinatu Konopnego.
Z tej rozmowy dowiesz się:
- Z czego wynika Dynamiczny rozwój segmentu tekstyliów i planach jego rozwoju.
- Prekampania emisji akcji jak interpretować ponad 700 inwestorów i deklaracje przekraczające 8,5 mln zł.
- Dlaczego Kombinat Konopny zdecydował się na model emisji oparty o crowdfunding.
- Komentarz do zakupów akcji przez rozmówcę.
- Powtarzalność sprzedaży i rola programu lojalnościowego.
Paweł Biedrzycki: Spotykamy się w momencie, gdy oferta Kombinatu Konopnego, szczególnie w obszarze tekstyliów, wyraźnie się rozrosła. Czy można powiedzieć, że ten segment stał się nowym silnikiem napędowym spółki?
Maciej Kowalski: Zdecydowanie tak. Praktycznie co tydzień mamy premierę nowego produktu. Co ciekawe, nie mamy jednego wielkiego lidera sprzedaży w tym segmencie, co bardzo mnie cieszy z punktu widzenia dywersyfikacji ryzyka. Nasza struktura sprzedaży przypomina koszyk z marketu, cała masa produktów generuje od 5 do 10 tysięcy złotych miesięcznie każdy, co w sumie daje świetny efekt. W czerwcu odnotowaliśmy prawie trzykrotny wzrost sprzedaży rok do roku i jest to w stu procentach zasługa rozwoju portfolio tekstylnego.
Jakie są dalsze plany rozwoju kolekcji, szczególnie w kontekście nadchodzącego sezonu zimowego?
Mamy pomysły na premiery rozpisane na rok lub dwa do przodu. Świetnie przyjęły się nasze skarpetki najpierw w kolorze naturalnym, potem czarne, krótkie, a teraz kolorowe. Następne w kolejce są modele bezuciskowe oraz grube skarpety zimowe. Nasza strategia opiera się na „poszlakach”, jeśli dany produkt się przyjął, to jego warianty prawdopodobnie też odniosą sukces. Do września planujemy intensywne premiery, by potem skupić się na zapewnieniu stanów magazynowych i logistyki przed szczytem prezentowym w czwartym kwartale.
Przejdźmy do tematu, który budzi duże emocje, czyli nowej emisji akcji. To pierwsza taka oferta od trzech lat otwarta na nowych akcjonariuszy. Kiedy poznamy konkretne parametry?
Obecnie trwa prekampania, w której zbieramy deklaracje mamy już ponad 700 zainteresowanych osób i kwotę deklarowaną przekraczającą 8.5 milionów złotych. Jednak twarde fakty, takie jak cena emisyjna, cele i terminy, zostaną podane dopiero w dokumencie Kluczowych Informacji Inwestycyjnych. Mogę powiedzieć, że nie wystartujemy z ofertą objęcia akcji w emisji przed publikacją wyników za drugi kwartał, czyli przed 14 sierpnia, ponieważ chcę, aby inwestorzy mieli pełną transparentność co do naszych najświeższych danych finansowych.
Czy możesz powiedzieć coś więcej o tym, kto stoi za tymi kwotami? To kapitał od funduszy czy raczej od społeczności?
To w przeważającej mierze typowy inwestor indywidualny. Mamy ponad 700 osób, co przy tej kwocie daje średni „ticket” na poziomie około 10 000 zł. To nie są kwoty, dla których domy maklerskie przydzielają dedykowanych opiekunów, ale to właśnie o tę demokratyzację rynku kapitałowego nam chodzi. Przyciągamy ludzi, którzy często nigdy nie wzięliby udziału w emisji przez dom maklerski, ale chcą, by ich oszczędności pracowały na coś, w co wierzą i z czym się utożsamiają. To nasi znajomi z LinkedIna, Twittera oraz obecni akcjonariusze.
Wiadomo jednak, że deklaracja w internecie to nie to samo co wpłata. Jak podchodzisz do wiarygodności tych ponad ośmiu milionów?
Podchodzimy do tego z dużym dystansem i prowadzimy własną weryfikację. Nie brakuje oczywiście dowcipnisiów, którzy wpisują absurdalne kwoty, używając fikcyjnych emaili. Tego rodzaju deklaracje filtrujemy i ich nie uwzględniamy. Przy dużych zapisach zespół po prostu dzwoni pod podane numery. Jeżeli nie uzyskują potwierdzenia nie uwzględniają ich w zestawieniu.
Kurs akcji spółki Kombinat Konopny od debiutu na New Connect
Ale zdarzają się też realni, więksi inwestorzy?
Tak, mieliśmy takie sytuacje. Zdarzają się momenty, że odzywają się do nas inwestorzy deklarujący większe kwoty, którzy chcą się z nami spotkać i zobaczyć spółkę. Mamy też sporą grupę osób, które wpisują symboliczne 1 zł, co odczytujemy jako sygnał, że po prostu chcą być na bieżąco z procesem, nie wpływając sztucznie na licznik deklaracji. Suma tych głosów, mimo że statystyczna, pokazuje nam jedno: mamy kilkaset realnych osób, które są gotowe zainwestować, nawet jeszcze nie znając ostatecznych warunków cenowych.
Jak ta emisja będzie wyglądać w praktyce? Czy to będzie klasyczny crowdfunding?
Tak, stawiamy na finansowanie społecznościowe, bo to nasz styl i element budowania rozpoznawalności. Technicznie planujemy wyemitować maksymalnie około 8 milionów akcji. Taka liczba pozwoli na dopuszczenie ich do notowań bez konieczności tworzenia nowego dokumentu informacyjnego, co jest szybsze i tańsze. Choć spółka jest już notowana, inwestorzy muszą pamiętać, że proces rejestracji nowych akcji w KRS i na GPW może zająć około 2-3 miesięcy. To jednak wciąż najbardziej klarowna ścieżka wyjścia z inwestycji, jaką kiedykolwiek oferowaliśmy.
Kombinat Konopny debiutuje na NewConnect, wciąż czekamy na pierwsze notowania
W raportach ESPI można przeczytać, że sam ostatnio kupujesz akcje z rynku. Jakie jest Twoje podejście do własnego zaangażowania kapitałowego?
Moje podejście jest dwutorowe. Posiadam 20 milionów akcji założycielskich i z nimi nie zamierzam się rozstawać niezależnie od kursu. Natomiast do akcji kupowanych z rynku podchodzę oportunistycznie, jeśli uważam, że warto to je dokupuję. Dopuszczam możliwość też ich sprzedaży.
A co z większymi inwestorami lub fundacjami rodzinnymi? Czy prowadzisz z nimi rozmowy, czy skupiasz się wyłącznie na masowych inwestorach?
Stawiam na demokratyzację rynku kapitałowego. Nie prowadzę aktywnej akwizycji wśród „grubych ryb”. Jeśli ktoś duży do mnie zapuka, chętnie go oprowadzę po firmie, ale nie zaoferuję mu lepszych warunków niż drobnym akcjonariuszom. Z doświadczenia wiem, że mocno rozproszony akcjonariat jest bezpieczniejszy dla spółki.
Na co dokładnie zostaną przeznaczone środki z nowej emisji? Wspomniałeś o rosnącej produkcji?
Głównym celem jest skala. Skoro sprzedaż rośnie trzykrotnie, musimy te rzeczy wyprodukować, a nie jesteśmy tylko hurtownią zamawiającą w Chinach. Nasz obecny park maszynowy pracuje już niemal non-stop, czasem sam zostaję wieczorami lub przychodzę w soboty, by maszyny „nadrobiły” produkcję. Potrzebujemy nowych maszyn, większej przestrzeni, dodatkowych pracowników i kapitału obrotowego, aby utrzymać tę dynamikę wzrostu.
Skoro biznes tekstylny tak dobrze idzie to czy rozważacie współpracę z dużymi platformami e-commerce lub sieciami handlowymi, by jeszcze szybciej rosnąć?
W obszarze zielarskim tak, ale w tekstylnym jest to trudne ze względu na marże. My wszystko produkujemy w Polsce, a nasze marże procentowe nie są na tyle wysokie, by oddawać ich znaczną część pośrednikom. Poza tym nasze produkty wymagają opowiedzenia historii, którą najlepiej przekazujemy sami. Często wywołują one „miłość od drugiego wejrzenia” bo po dotknięciu konopnej kołdry czy skarpetki klient musi się do nich przekonać, a to łatwiej osiągnąć w naszym własnym kanale sprzedaży. Dlatego nie widzę na razie miejsca na to, ale rynek jest tak duży, że mamy gdzie rosnąć.
Na ile klienci, którzy raz kupili Wasze tekstylia, stają się stałymi bywalcami? Czy to nie jest tylko efekt „świeżości”, gdzie klient kupuje raz z ciekawości i na tym kończy?
To kluczowa sprawa dla przyszłości spółki. Oczywiście wiele zależy od asortymentu, po skarpetki można wracać co rok czy dwa, ale kołdrę kupuje się raz na długi czas. Jednak nasze stale rosnące portfolio sprawia, że zadowolony klient, który ma już naszą kołdrę, wraca po inne produkty: czapkę, koszulę czy włóczki. Widzimy też duży potencjał w zakupach rodzinnych i prezentowych, jeśli ktoś kupił męską koszulę i jest z niej zadowolony, często wraca po wariant damski dla żony, by mogła cieszyć się tym samym komfortem.
Czy macie konkretne dane, które potwierdzają te powroty?
Sygnały te widzimy m.in. w naszym programie lojalnościowym. Klienci posiadający u nas konto otrzymują większe zniżki wraz z rosnącą sumą wydatków, a spora część zamówień spływa właśnie od osób korzystających z tych przywilejów, co jasno sugeruje powtarzalność zakupów. Przyznam jednak szczerze, że chciałbym mieć jeszcze lepszą analitykę w tym zakresie. Obecnie zmagam się z „przekleństwem nadmiaru danych” – mamy ich mnóstwo, ale wciąż pracujemy nad narzędziami, które pozwoliłyby nam precyzyjnie wyliczyć, po jakich produktach i w jakich odstępach czasu klienci do nas wracają.
Debiut Thorium Space: Analiza IPO. Co warto wiedzieć o spółce
Dziękuję za rozmowę.
