Bill Ackman ma coraz większe problemy. Jego fundusze są pod wodą, a inwestorzy wolą tanie fundusze ETF
Największy fundusz Billa Ackmana nadal odstaje od rynku, a jego nowy, blisko 5‑miliardowy wehikuł w USA wciąż notowany jest poniżej ceny z debiutu. Dla inwestorów problemem pozostaje ten sam zestaw elementów: wysokie opłaty, słabszy wynik względem indeksu i rosnąca konkurencja tanich ETF‑ów.
To wciąż nie jest rok, do którego Ackman będzie chciał wracać w raportach dla klientów.
Jego flagowy wehikuł, Pershing Square Holdings notowany na giełdzie w Londynie, według najświeższych danych z drugiej połowy czerwca wciąż jest w 2026 r. pod kreską, a akcje handlują z blisko jednej trzeciej dyskontem względem szacowanej wartości aktywów netto na akcję (na podstawie danych m.in. Hargreaves Lansdown i Fidelity, opartych na raportach PSH).
Bill Ackman na inwestycyjnych zakupach. Oto jakie spółki dołożył do portfela
Dla porównania, indeks S&P 500 od początku 2026 r. pozostaje wyraźnie na plusie, z wynikiem w okolicach 9‑10% według serwisów takich jak YCharts i Barchart.
Słabsze miesiące odbijają się też na dłuższym horyzoncie. W okresie kończącym się w maju Pershing Square Holdings pozostawał w tyle za S&P 500 o około 25 punktów procentowych, choć w ujęciu 10‑letnim wciąż ma przewagę nad indeksem. To układ, który wielu inwestorów z Polski dobrze zna z lokalnych funduszy aktywnych: na krótszym dystansie przegrywają z rynkiem, ale historyczne 10 lat wygląda już bardziej komfortowo.
Nowy projekt Ackmana również nie daje na razie powodów do świętowania.
Pershing Square USA, który w kwietniu zebrał około 5 mld USD i zadebiutował na NYSE z ceną emisyjną 50 USD, nadal handluje wyraźnie poniżej poziomu IPO. Ostatnie odczyty pokazują kurs w rejonie 39‑41 USD, czyli około 20% poniżej ceny z oferty i kilka dolarów poniżej wartości aktywów netto, która 16 czerwca wynosiła 47,56 USD. S&P 500 od debiutu funduszu zdążył w tym czasie pójść w górę o kilka procent, co jeszcze mocniej podkreśla różnicę w starcie.
Inwestorzy korzystający z funduszy ETF zyskali właśnie nową funkcję, która jest hitem na Zachodzie
Pershing Square Holdings od dłuższego czasu handluje z dyskontem rzędu około 30‑34% do NAV, a Pershing Square USA z około 15‑20% dyskontem, zależnie od dnia. Innymi słowy: rynek nie tylko nie płaci premii za markę Ackmana, ale wręcz wycenia jego portfel z głębokim rabatem.
Co ma w portfelu Bill Ackman – Amazon, Microsoft, Meta, Uber i inni
Kilka dni temu Ackman postanowił sam zrobić marketing nowemu wehikułowi.
W dłuższym wpisie na X napisał, że Pershing Square USA od debiutu zainwestował już blisko 85% kapitału w 12 spółek, w tym Amazon, Microsoft, Uber, Meta Platforms, Brookfield, Restaurant Brands oraz Fannie Mae i Freddie Mac, i że kupował je po szczególnie atrakcyjnych cenach. W tym samym wpisie podkreślił, że akcje PSUS handlują z około 20% dyskontem wobec wartości aktywów netto portfela, więc inwestor – jak to ujął – „kupuje całość z podwójnym dyskontem”: najpierw na poziomie samych spółek, potem na poziomie funduszu.
To dobrze pokazuje, że Ackman trzyma się swojej charakterystycznej strategii: skoncentrowany portfel dużych, rozpoznawalnych spółek wzrostowych, które mają generować trwałe przepływy pieniężne. Problem w tym, że tegoroczny rynek ma innych faworytów. Jednym z motorów hossy były spółki powiązane z pamięciami i półprzewodnikami, takie jak Micron Technology, które ciągnęły w górę szerokie indeksy oraz segment „AI trade” – a tego typu ekspozycji w portfelach Ackmana brakuje.
Dodatkowo część kluczowych pozycji, jak Meta i Uber, w ujęciu roku do roku miała okresy około 10% spadków, co obciążało wyniki obu funduszy, choć krótkoterminowe odbicia potrafiły poprawić obraz w konkretnych tygodniach. Sam Ackman konsekwentnie tłumaczy, że portfel jest zbudowany wokół najwyższej jakości spółek o trwałym wzroście, notowanych – w jego ocenie – blisko historycznie niskich wycen, a inwestor kupuje je jeszcze ze znacznym dyskontem względem wartości aktywów w funduszu.
Z perspektywy inwestora z Polski konstrukcja jest prosta: zamiast samodzielnie wybierać poszczególne akcje z USA, można kupić „pakiet Ackmana” w formie jednej spółki funduszowej notowanej na NYSE lub w Londynie. Pytanie pozostaje jednak to samo – czy warto płacić za to taką stawkę opłat, skoro szeroki rynek da się dziś mieć dużo taniej przez najprostszy ETF.
Wysokie opłaty w funduszach Ackmana – 2% vs tanie ETF-y na S&P 500
Na papierze głębokie dyskonto do NAV wygląda jak okazja.
Pershing Square Holdings według danych z końcówki czerwca notowany jest mniej więcej o jedną trzecią taniej niż wynosi szacunkowa wartość jego portfela. Pershing Square USA handluje znacząco poniżej wartości aktywów netto, mimo że dopiero co wszedł na giełdę z dużym marketingowym rozmachem.
Jednym z kluczowych powodów, dla których ten rabat się utrzymuje, są opłaty.
Pershing Square Holdings pobiera 1,5% wynagrodzenia stałego rocznie oraz 16% opłaty za wyniki, podczas gdy nowy fundusz w USA nalicza 2% rocznie bez części motywacyjnej. Na amerykańskim rynku funduszy zamkniętych standard to raczej poziom bliższy 1% rocznie, a często nawet mniej. Jeszcze większy kontrast widać przy porównaniu z pasywnymi strategiami - ETF‑y na S&P 500 potrafią kosztować 0,1% rocznie lub mniej, co europejscy inwestorzy znają chociażby z najtańszych produktów notowanych na Xetra czy GPW
W praktyce oznacza to, że inwestor w fundusz Ackmana płaci wielokrotnie więcej za aktywne zarządzanie, które w ostatnich miesiącach nie dostarcza przewagi nad rynkiem. To tłumaczy, dlaczego samo dyskonto nie jest automatycznie postrzegane jako okazja - rynek może po prostu wyceniać w ten sposób przyszły ciężar opłat oraz ryzyko, że wyniki nadal będą przeciętne.
Mimo tego są zarządzający, którzy uważają, że przy tak głębokim rabacie bilans przechyla się na stronę potencjalnej okazji. Eric Boughton z Matisse Discounted Closed-End Fund Strategy zwracał uwagę, że przy obecnych poziomach i strukturze portfela zarówno Pershing Square Holdings, jak i Pershing Square USA mogą być interesujące, przy czym to starszy fundusz wygląda atrakcyjniej ze względu na głębsze dyskonto.
Co to znaczy dla europejskiego inwestora
Z punktu widzenia inwestora z Europy - w tym z Polski - fundusze Ackmana są ciekawym case study kilku trendów naraz.
Po pierwsze, pokazują, jak wymagające stało się otoczenie dla zarządzających aktywnych w świecie, gdzie ETF‑y oferują szeroki rynek za ułamek kosztu.
Po drugie, dobrze ilustrują, jak działa mechanizm dyskonta/premii w funduszach zamkniętych: nawet znane nazwisko i niezły track record w skali dekady nie gwarantują, że rynek będzie gotów płacić za portfel cenę zbliżoną do NAV.
Po trzecie wreszcie, to przypomnienie, że inwestowanie w markę nie zwalnia z liczenia.
Dla polskiego inwestora, który i tak ponosi dodatkowe ryzyka walutowe i rynkowe, wysokie opłaty mogą być trudne do zaakceptowania, jeśli nie idzie za nimi wyraźna, powtarzalna przewaga nad indeksem.
Co dalej
Najbliższe miesiące będą dla Ackmana testem nie tyle marketingu, ile skuteczności jego podejścia w nowym cyklu rynkowym. Jeśli portfel skoncentrowany na dużych, „jakościowych” spółkach zacznie z powrotem bić indeks, obecne dyskonto może okazać się dla dzisiejszych nabywców realnym „marginesem bezpieczeństwa”.
Jeśli jednak scenariusz słabszego zachowania względem S&P 500 się utrzyma, presja ze strony inwestorów będzie rosnąć, a wysokie opłaty staną się coraz trudniejsze do obrony - również w oczach europejskich klientów, przyzwyczajonych do tanich, prostych rozwiązań pasywnych. Na razie rynek wydaje jasny werdykt: nazwisko Ackmana to za mało, by anulować rachunek za wynik i koszty.

