Igrzyska na sterydach okazały się klapą. Enhanced Games rozczarowuje inwestorów i akcje tracą ponad 40%
Igrzyska na sterydach, które miały zrewolucjonizować sport i wynieść swoich twórców do wyceny liczonej w miliardach dolarów, na razie kończą się spektakularnym kacem. Pierwsza edycja Enhanced Games w Las Vegas nie przyniosła obiecywanego „sportu ponad ludzkimi możliwościami” – wyniki gwiazd, mimo legalnego dopingu i zakazanych gdzie indziej technologii, okazały się porównywalne z rekordami „czystego” sportu. Rynek zareagował błyskawicznie: akcje Enhanced Group Inc. runęły o kilkadziesiąt procent, a inwestorzy, którzy jeszcze niedawno kupowali narrację o „olimpiadzie przyszłości”, dziś dopisują projekt do długiej listy widowisk, które przegrały z rzeczywistością.
Take-Two po wynikach: guidance rozczarowuje, premiera GTA VI w listopadzie bez zmian
Notowania Enhanced Group Inc. na wtorkowej sesji:
Enhanced Games – czym są igrzyska na sterydach i kto za nimi stoi
Igrzyska, na których wolno wszystko.
Legalny testosteron, hormony wzrostu, „protokół” układany przez lekarzy i trenerów, a w tle miliardy dolarów i wizja „człowieka 2.0”. Tak w 2025 r. reklamowano Enhanced Games – prywatny projekt wspierany przez Petera Thiela i Donalda Trumpa Jr., który miał „zdefiniować na nowo granice ludzkich możliwości” i pokazać światu, co naprawdę potrafi sportowiec na sterydach.
Rok później Las Vegas miało być sceną sportowej rewolucji. Zamiast tego stało się najdroższym eksperymentem myślowym w historii sportu: po pięciu godzinach zmagań bilans „igrzysk na dopingu” to jeden nieuznany rekord świata, gwiazda strongmanów, która nie dźwignęła zapowiadanego ciężaru, i sprinter, który przy otwartym dopingu pobiegł wolniej niż na „czystych” igrzyskach w Paryżu.
Różnica między dopingowanym a czystym sportowcem okazała się nie szokującym skokiem, ale siedmioma setnymi sekundy – w skafandrze zabronionym już siedemnaście lat temu. Enhanced Games zamiast udowodnić, że farmakologia rozbije granice sportu, pokazały przede wszystkim, jak niewiarygodnie wysoko te granice podnieśli już sportowcy w tradycyjnym, testowanym systemie.
Atak spekulacyjny na akcje giganta czeskiej zbrojeniówki. CSG traci 13% po raporcie Hunterbrook
Wyniki Enhanced Games vs rekordy świata – czy doping dał przewagę?
Kiedy spojrzeć na suche liczby z Las Vegas, „igrzyska na sterydach” wyglądają raczej jak demonstracja ograniczeń dopingu niż jego wszechmocy.
Hafþór „Thor” Björnsson, reklamowany jako człowiek, który na oczach świata podniesie 515 kg w martwym ciągu i zapisze nowy rekord wszech czasów, owszem wygrał swoją konkurencję, ale zatrzymał się na 475 kg – imponująco, lecz bez przełomu, który miał „przepisać historię siły”.
Fred Kerley, wielokrotny medalista mistrzostw świata i gwiazda bieżni w narracji Enhanced, miał na dopingu zbliżyć się do rekordu Usaina Bolta. W finale w Las Vegas pobiegł 9,97 s – wynik, który na igrzyskach w Paryżu 2024 dałby mu ostatnie miejsce w finale i jest wolniejszy od jego własnego „czystego” 9,81.
Jedyny „rekord świata” przywiózł z Vegas grecki sprinter‑pływak Kristian Gkolomeev, który wygrał 50 m stylem dowolnym w czasie nieco lepszym niż oficjalne 20,91 Césara Cielo – poprawiając „czysty” rekord o ledwie 0,07 sekundy, w superskafandrze zakazanym w tradycyjnym sporcie już od 2009 r.
W praktyce to kosmetyczne przesunięcie znanych granic, osiągnięte przy użyciu środków, które miały te granice zburzyć.
Akcje Enhanced Group Inc. (ENHA) po debiucie. Dlaczego kurs spadł o ponad 40%?
W świecie finansów takie zderzenie obietnic z rzeczywistością rzadko pozostaje bez konsekwencji.
Enhanced Group Inc., spółka stojąca za Enhanced Games, jeszcze niedawno była wyceniana jak klasyczny „growth story”: prywatne finansowanie od nazwisk wagi ciężkiej, opowieść o nowej klasie aktywów na styku sportu, biotechnologii i mediów oraz plany zbudowania firmy wartej bilion dolarów.
Po debiucie na rynku inwestorzy dostali wreszcie pierwszą próbkę „produktu końcowego” – realny event, realne wyniki i realną oglądalność. I natychmiast zaczęli przeliczać swoje modele. Kurs ENHA po premierze igrzysk w Las Vegas znalazł się w ostrym trendzie spadkowym, a dzisiejsza sesja przyniosła ponad 40‑procentowy zjazd, który łącznie daje już ok. 60‑procentową przecenę względem pierwszych tygodni notowań.
Na wykresie wygląda to jak klasyczny „post‑hype crash”: euforia zderza się z liczbami, a narracja o „sporcie ponad ludzkimi możliwościami” ustępuje miejsca pytaniu, czy Enhanced Games nie są po prostu kolejnym niszowym widowiskiem z bardzo drogą oprawą.
Akcje Enhanced Group są dostępne na platformie SaxoTraderGo
Jak miała wyglądać rewolucja: historia „Swimmera 2.0”
Żeby zrozumieć skalę tego rozczarowania, warto cofnąć się o rok, do tekstu „Wall Street Journal”, który jako jeden z pierwszych opisał projekt Enhanced Games od środka.
W centrum tamtej historii stał Kristian Gkolomeev – czterokrotny olimpijczyk, który po 14 latach kariery i około 200 tys. dolarów zarobków na najwyższym poziomie stanął przed dylematem: jeszcze jeden czteroletni cykl wyrzeczeń w „czystym” sporcie czy finansowe zabezpieczenie rodziny kosztem wejścia w świat otwartego dopingu.
Opowieść była jak skrojona pod inwestorów: sportowiec, który przez lata żył pod reżimem 6‑porannych kontroli, nagle zdejmuje kaganiec przepisów, poddaje się kompleksowej diagnostyce i rozpoczyna „protokół” – mikrodawki testosteronu i jego pochodnych, metaboliczne regulatory, zatwierdzony przez FDA hormon wzrostu.
Po kilku tygodniach ma o kilkanaście kilogramów więcej suchej masy mięśniowej, trenuje mocniej, regeneruje się szybciej, a jego ciało zmienia się w to, co trener nazwał „maszyną do pływania”.
Zwieńczeniem tej narracji była samotna próba w basenie w Karolinie Północnej: 50 metrów kraulem w 20,89 sekundy – szybciej niż „czysty” rekord Césara Cielo. W „normalnym” sporcie taki wynik oznaczałby dyskwalifikację i kilkuletnie zawieszenie. W świecie Enhanced Games oznaczał czek na milion dolarów.
Sam Gkolomeev mówił wówczas, że na taką kwotę musiałby pracować pięć–sześć „czystych” karier.
Dla inwestorów był to idealny case study: projekt, który jednocześnie „demaskuje hipokryzję” współczesnego sportu, obiecuje widowisko ponad ludzką skalę i sprzedaje wokół tego suplementy, plany treningowe oraz całą ideologię „enhanced lifestyle”.
SpaceX szykuje się do IPO. Jaka będzie wycena spółki?
Biznesplan na „Human 2.0”
Architektem tej opowieści jest Aron D’Souza – prawnik i przedsiębiorca z doktoratem z filozofii, który karierę zbudował na świecie technologii i głośnych sporach sądowych, a w 2023 r. postanowił, że „akcja” przenosi się do sportu.
W wywiadach deklarował, że celem nie jest tylko stworzenie alternatywnych igrzysk, lecz wprowadzenie ludzkości w „epokę ulepszoną”: świat, w którym farmakologiczne wsparcie będzie tak powszechne jak dziś leki na cukrzycę czy otyłość, a klasyczny podział na „doping” i „czystość” stanie się anachronizmem.
W modelu biznesowym Enhanced Games tradycyjne filary – sponsorzy korporacyjni i prawa telewizyjne – schodziły na dalszy plan. Rdzeniem miała być sprzedaż produktów: planów treningowych, suplementów i stymulatorów testosteronu, a także budowanie społeczności, która identyfikuje się z ideą „Human 2.0”. Do tego dochodziły wysokoprofilowe nazwiska inwestorów, pozew na setki milionów dolarów przeciw WADA i federacjom oraz obietnica, że przejęcie „rekordowej księgi” – pobicie najważniejszych rekordów świata – pozwoli zbudować firmę o wycenie liczonych w bilionach.
Co to oznacza dla inwestorów?
Na tym etapie Enhanced Group Inc. staje się dla inwestorów klasycznym testem na to, ile są w stanie zapłacić za czystą narrację bez dowiezionych fundamentów.
Projekt ma wciąż potężny rozpoznawalny brand, głośne nazwiska w akcjonariacie i unikalny produkt medialny, ale pierwsza edycja „igrzysk na sterydach” pokazała, że obietnica „sportu ponad ludzkimi możliwościami” może okazać się nie do zrealizowania – a bez przełomowych wyników trudno budować przewagę konkurencyjną wobec dużo tańszych, tradycyjnych widowisk.
Dla obecnych akcjonariuszy oznacza to inwestycję o profilu zbliżonym do spekulacyjnego biotechu: ogromny potencjał w razie sukcesu, ale równie duże ryzyko regulacyjne, reputacyjne i biznesowe, które widać już dziś w skali przeceny. Z perspektywy nowego kapitału ENHA przestaje być „koniem obowiązkowym” dla każdego growth‑inwestora, a zaczyna przypominać niszowy zakład na to, że spółce uda się jednocześnie obronić się przed regulatorami, zbudować wierną publiczność i realnie monetyzować „epokę Human 2.0” – zanim skończy się gotówka i cierpliwość rynku.

