Ropa, diesel i gaz w górę po decyzjach Trumpa. Tym razem kryzys energetyczny może być dłuższy, ostrzega analityk Saxo
Napięcia w rejonie Zatoki Perskiej, decyzja prezydenta Donalda Trumpa o przywróceniu blokady Iranu i gwałtowne zamykanie krótkich pozycji przekształciły rynek energii w główne źródło zmienności na świecie - wynika z analizy Ole Hansena, dyrektora ds. strategii rynku surowców w Saxo Banku. To właśnie jego zdaniem połączenie szoku geopolitycznego z pozycjonowaniem inwestorów sprawiło, że notowania ropy Brent w kilka dni przeskoczyły powyżej 86 USD za baryłkę, a jeszcze mocniej zdrożały olej napędowy i europejski gaz.
Materiał partnerski, przygotowany w ramach płatnej współpracy z Saxo Bank, partnerem serwisu Strefa Global Market.
Eskalacja w Zatoce i szok cenowy
Najpierw był atak na irański tankowiec, potem odwetowe uderzenia wojsk USA, a wreszcie decyzja Białego Domu o przywróceniu blokady Iranu i wprowadzeniu 20%-owej opłaty od wszystkich ładunków przepływających przez Cieśninę Ormuz.
Ten ciąg wydarzeń wystarczył, by rynek energii w krótkim czasie przeszedł od samozadowolenia do paniki, a premie za ryzyko geopolityczne wróciły na poziomy, o których jeszcze niedawno mało kto myślał.
W liczbach wygląda to brutalnie. Notowania ropy Brent zanotowały największy jednodniowy wzrost od ponad trzech miesięcy, skacząc o ponad 10% i przebijając 86 USD za baryłkę. Indeks Bloomberg Commodity Total Return wyraźnie poszedł w górę, ciągnięty przede wszystkim przez sektor energii, który w ostatnim tygodniu zyskał niemal 9%, zostawiając daleko w tyle metale przemysłowe, surowce rolne i tzw. soft commodities.
Jedyną grupą pozostającą pod presją pozostają metale szlachetne.
Ropa znów dyktuje warunki rynkom. Jak konflikt USA–Iran zmienia perspektywy rynku ropy
Pozycjonowanie inwestorów jako katalizator
Ole Hansen podkreśla, że impuls geopolityczny trafił na wyjątkowo podatny grunt.
W ostatnich tygodniach fundusze hedgingowe systematycznie redukowały ekspozycję na wzrost cen ropy, zakładając, że poprawa bezpieczeństwa w regionie, słabnący popyt z Chin i rosnąca produkcja OPEC+ będą trzymać rynek w ryzach. „Rynek ponownie pokazuje, że największe ruchy cen nie zawsze wynikają wyłącznie z pogorszenia fundamentów, lecz często są potęgowane przez sposób pozycjonowania inwestorów i ograniczoną płynność” - zauważa Hansen.
Kiedy ryzyko podaży nagle wróciło, wielu graczy zostało zmuszonych do gwałtownego zamykania krótkich pozycji w warunkach niskiej letniej płynności.
Przy małej liczbie sprzedających nawet umiarkowany popyt wystarczył, by zamienić szok geopolityczny w gwałtowny rajd cen. Z punktu widzenia inwestorów i regulatorów w Europie ważne jest, że obecny ruch to nie tylko historia o konflikcie na Bliskim Wschodzie. To także opowieść o tym, jak pozycjonowanie dużych graczy i specyfika rynku kontraktów terminowych potrafią wyolbrzymić efekty realnych wydarzeń.
Ropa znowu powyżej 100 USD. Scenariusze na kryzys energetyczny i irański
Dlaczego Brent po 100 USD nie jest przesądzony
Na horyzoncie naturalnie pojawia się pytanie o Brent po 100 USD za baryłkę.
Wbrew emocjom na rynku taki scenariusz wcale nie jest przesądzony, bo równolegle działa kilka hamulców. Po pierwsze, rynek przeszedł już na wrześniową serię kontraktów Brent, więc ceny coraz wyraźniej odzwierciedlają popyt po zakończeniu szczytu sezonu wakacyjnych podróży na półkuli północnej. Od końca sierpnia sezonowe zapotrzebowanie rafinerii zwykle maleje, co tradycyjnie zmniejsza presję na rynek ropy.
Po drugie, słabnie motor, który w poprzedniej dekadzie odpowiadał za dużą część dodatkowego popytu - Chiny.
W ostatnim miesiącu import ropy do Państwa Środka spadł do najniższego poziomu od niemal dziesięciu lat, bo rafinerie ograniczyły przerób w reakcji na słaby popyt krajowy i utrzymującą się niepewność gospodarczą. Jeżeli ceny ropy będą dalej rosnąć, Pekin raczej będzie stopniowo odbudowywał zapasy, niż wchodził na rynek jako agresywny marginalny nabywca, który dodatkowo winduje notowania. W poprzednich epizodach napięć geopolitycznych właśnie słabszy popyt z Chin działał jak bezpiecznik stabilizujący globalny rynek.
Pierwsza rekomendacja dla SpaceX. Oto jak Goldman Sachs wycenia spółkę Elona Muska
Po trzecie, nawet w scenariuszu poważnych problemów w Cieśninie Ormuz nie mówimy o całkowitym zatrzymaniu przepływu ropy.
Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują infrastrukturą rurociągową pozwalającą ominąć część transportu przez ten wąski przesmyk. Nie zastąpi to dostaw z Iraku, Kuwejtu, Kataru czy Iranu, ale obniża prawdopodobieństwo całkowitego wstrzymania eksportu z regionu, co pozostaje kluczowe dla importerów w Europie i Azji.
Czy to koniec hossy AI? Michael Burry coraz lepiej zarabia na swoich shortach
Paliwa rafinowane na pierwszej linii frontu
Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że sama ropa to tylko fragment układanki. Dużo większą presję inflacyjną generują dziś paliwa rafinowane, przede wszystkim olej napędowy. W ciągu zaledwie tygodnia zarówno europejskie kontrakty terminowe na diesel, jak i amerykańskie ULSD podrożały o około 18%. Równolegle cena europejskiego gazu ziemnego wzrosła o blisko 14%, a notowania TTF przebiły 53 EUR/MWh, co oznacza najwyższy poziom od trzech miesięcy.
Tu nie chodzi wyłącznie o chwilowy skok notowań.
W przeciwieństwie do rynku ropy, możliwości zwiększenia podaży paliw rafinowanych są znacznie bardziej ograniczone. Część rafinerii na Bliskim Wschodzie pozostaje dotknięta konfliktem, rosyjskie ograniczenia eksportu diesla nadal uszczuplają globalną podaż, a światowe moce rafineryjne są napięte po latach niedoinwestowania. Efekt jest taki, że nawet większa podaż ropy nie przekłada się automatycznie na większą produkcję oleju napędowego i benzyny.
Marże rafineryjne zareagowały zgodnie z podręcznikiem - wystrzeliły.
Odbiorcy końcowi na całym świecie, w tym europejskie firmy transportowe czy rolnicy, coraz częściej płacą za paliwa poziomy odpowiadające sytuacji, jakby Brent był znacznie wyżej niż obecne 80-90 USD. To właśnie ceny diesla i benzyny bezpośrednio przekładają się na koszty logistyki, produkcji przemysłowej czy usług, a w konsekwencji na inflację. Dlatego napięcie na rynku produktów rafinowanych może mieć dla wzrostu gospodarczego większe znaczenie niż sama cena baryłki.
Trzy pytania o przyszłość rynku energii
Cały obecny epizod Hansen i inni uczestnicy rynku sprowadzają do trzech kluczowych pytań: czy zakłócenia fizycznych dostaw ropy z Zatoki Perskiej utrzymają się, czy też część premii za ryzyko jest już „przegrzana”; czy Chiny pozostaną czynnikiem chłodzącym globalny popyt poprzez słaby import, czy wrócą do roli mocnego nabywcy; oraz czy napięcie na rynku paliw rafinowanych nie zacznie coraz silniej uderzać w realną gospodarkę, wymuszając reakcję polityki monetarnej i fiskalnej.
Na razie to ropa pozostaje głównym czynnikiem kształtującym wyceny wielu klas aktywów, od akcji po obligacje i waluty rynków wschodzących, a Aleksander Mrózek z Saxo Banku przypomina, że w takich warunkach zmienność może być większa niż wynikałoby to z samej skali wydarzeń geopolitycznych.
Wniosek, który podkreśla Ole Hansen, jest pragmatyczny: im więcej niepewności wokół inflacji, stóp i wzrostu, tym ważniejsza staje się dywersyfikacja - szeroka ekspozycja na różne segmenty rynku, zamiast pojedynczych zakładów na jeden scenariusz dla ropy, pozostaje najrozsądniejszą strategią w świecie, w którym jedna decyzja o 20%-owej opłacie od ładunków przez Ormuz potrafi w kilka dni podbić ceny diesla o kilkanaście procent.

