Złoto w obliczu stagflacji. Dlaczego kruszec nie rośnie, gdy świat "płonie"?
Obserwując współczesne rynki, można odnieść wrażenie, że tradycyjne podręczniki do ekonomii wymagają pilnej aktualizacji. Baryłka ropy drożeje, dostawy gazu z Zatoki Perskiej zostają przerwane, a widmo kryzysu energetycznego zagląda w oczy mieszkańcom Starego Kontynentu.
REKLAMA
W takim scenariuszu złoto powinno bić rekordy popularności. Tymczasem kruszec, choć utrzymuje się na niebagatelnym poziomie powyżej 5 000 USD za uncję, wydaje się trwać w zagadkowym letargu.
Ta rynkowa konsolidacja budzi zrozumiałe pytania o kondycję globalnej gospodarki i przyszłość naszych portfeli. Jak zauważa Ole Hansen z Saxo Bank, brak gwałtownego rajdu cen w obliczu gromadzących się nad Bliskim Wschodem czarnych chmur jest zjawiskiem nieintuicyjnym, ale dającym się logicznie wytłumaczyć.
Cena złota z kolejnymi rekordami. 8 spółek wydobywczych, które wyprzedzają metal i rynek
Pułapka płynności i dolarowa presja
Paradoksalnie to, co czyni złoto atrakcyjnym – jego wysoka płynność – w chwilach największej niepewności staje się jego krótkoterminowym obciążeniem.
Gdy inwestorzy zmagają się z nagłymi wahaniami na innych rynkach, często upłynniają właśnie złoto, by pokryć zobowiązania lub zrównoważyć straty w pozostałych częściach portfela. To klasyczny mechanizm „ucieczki do gotówki”, który hamuje wzrosty kruszcu.
Dodatkowym hamulcem jest kondycja amerykańskiej waluty. Rynek obecnie zakłada, że w 2026 roku nie doczekamy się obniżek stóp procentowych w USA. Mocny dolar i wysokie rentowności obligacji sprawiają, że aktywa nieprzynoszące odsetek, takie jak metale szlachetne, chwilowo tracą w oczach spekulantów.
Prognozy dla ceny złota do końca 2025: Największe banki są wyjątkowo zgodne
Podatek od wzrostu zamiast boomu
Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji jest natura szoku, którego doświadczamy. Dzisiejszy wzrost cen energii nie wynika z nadmiernego popytu czy rozgrzanej do czerwoności konfrontacji konsumpcyjnej. To typowy szok podażowy – fizyczny brak surowców, który działa jak globalny podatek nałożony na produkcję i siłę nabywczą obywateli.
Zamiast sygnału do schładzania gospodarki wyższymi stopami, mamy do czynienia z ryzykiem stagflacji – morderczej mieszanki wysokiej inflacji i zerowego wzrostu. W Europie, szczególnie wrażliwej na koszty energii, ten scenariusz jest wyjątkowo niebezpieczny.
Jeśli spowolnienie uderzy z dużą siłą, banki centralne, w tym amerykańska Rezerwa Federalna, mogą zostać zmuszone do zmiany priorytetów. Zamiast walki z drożyzną, priorytetem stanie się ratowanie wzrostu gospodarczego, co ostatecznie przywróci blask złotu.
W co inwestowali Polacy w lutym 2026? Oto najpopularniejsze spółki i fundusze na platformie Saxo
Fundamenty silniejsze niż kiedykolwiek
Mimo chwilowego przestoju długoterminowe fundamenty rynku metali pozostają nienaruszone. Geopolityczny niepokój, gigantyczne deficyty fiskalne mocarstw oraz postępująca dywersyfikacja rezerw banków centralnych to czynniki, które nie znikną z dnia na dzień.
Choć tempo zakupów kruszcu przez instytucje państwowe może nieco spaść ze względu na wysokie ceny, strategiczny odwrót od tradycyjnych walut na rzecz aktywów materialnych jest faktem.
Prognozy pozostają optymistyczne. Eksperci podtrzymują potencjał wzrostu złota w stronę 6 000 USD w nadchodzących kwartałach. W ślad za nim może podążyć srebro, celując w barierę 100 USD, choć tutaj barierą może stać się opłacalność przemysłowa i zwiększona podaż z recyklingu.
Dla europejskiego obserwatora wniosek jest jeden. Obecna cisza na rynku złota to prawdopodobnie tylko oko cyklonu. W świecie, gdzie energia staje się bronią, a stabilność fiskalna luksusem, twarde aktywa wciąż pozostają jedyną realną kotwicą bezpieczeństwa.
Nowe prognozy dla dolara na 2026 rok. Jak atak na Iran może zmienić układ rynkowy

