Przejdź do treści

Partner serwisu
Saxo Bank

SpaceX IPO analiza Elon Musk
Kategorie

IPO SpaceX. Co warto wiedzieć o największej ofercie publicznej w historii?

Udostępnij

SpaceX szykuje się do jednego z największych debiutów giełdowych w historii, z wyceną sięgającą 1,8–2 bln USD i planowaną ofertą rzędu 75 mld USD. Dla inwestorów detalicznych w Europie i Polsce brzmi to jak okazja życia, ale liczby, konstrukcja transakcji i otoczenie rynkowe każą raczej zadać inne pytanie: kto tu naprawdę wychodzi z tej historii wygrany?

SpaceX szykuje się do IPO. Jaka będzie wycena spółki?

SpaceX IPO: ciąg dalszy wcześniejszej historii

Kilka tygodni temu, w artykule „SpaceX szykuje się do IPO. Jaka będzie wycena spółki?”, pisałem, że zbliżający się debiut może ustawić nastroje wokół całego rynku technologii i kosmosu na kolejne lata. 

Wtedy rynek żył jeszcze przeciekami o poufnym wniosku do amerykańskiego nadzoru i wycenach rzędu 1,5–1,75 bln USD. Dziś, po opublikowaniu prospektu i kolejnych rundach rozmów z inwestorami, stawka jest jeszcze wyższa: SpaceX celuje w kapitalizację 1,8–2 bln USD i emisję sięgającą nawet 75 mld USD, co oznaczałoby największe IPO w historii, przebijające rekord Saudi Aramco.

Jeszcze kilkanaście lat temu debiut giełdowy uchodził za szansę, by „wejść na parter” obiecującej spółki. W 2026 r. w przypadku SpaceX bardziej przypomina skok ze spadochronem na dach drapacza chmur. Spółka Elona Muska ma wejść na parkiet w czerwcu, przy wycenie sięgającej około 1,8–2 bln USD, a w takim scenariuszu Musk realnie ociera się o status pierwszego na świecie bilionera w naszej europejskiej nomenklaturze.

Rekordowy debiut: skala bez precedensu

IPO SpaceX będzie zupełnie inną liga niż dotychczasowe głośne debiuty technologiczne. Facebook (dziś Meta Platforms) wszedł na giełdę w 2012 r. z kapitalizacją 81 mld USD i wciąż pozostaje rekordzistą pod względem wyceny na starcie wśród amerykańskich IPO. SpaceX ma zadebiutować przy wartości ponad dwudziestokrotnie wyższej, większej niż aktualna kapitalizacja Mety. Jedynym historycznym punktem odniesienia pod względem rozmiaru oferty pozostaje Saudi Aramco, które w 2019 r. w Rijadzie zebrało ok. 29 mld USD przy wycenie 1,7 bln USD - SpaceX ma pozyskać nawet 75 mld USD przy wycenie rzędu 1,75–2 bln USD.

Największe debiuty giełdowe w USA - kto dowiózł, a kto rozczarował

Historia dużych ofert pokazuje, że skala i medialny rozgłos nie przesądzają o sukcesie po debiucie. Obok długoterminowych zwycięzców są tu również spółki, które szybko straciły impet.

SpółkaData IPOWycena przy debiucie
(mld USD)
1. dzień
notowań
Zwrot ogółemWzględem S&P 500*
Meta Platforms
META
17.05.201281,21%+1 474%+847%
Uber Technologies
UBER
09.05.201975,7-8%+89%-112%
Mondelez International
MDLZ
12.06.200153,8-34%+222%-396%
Coinbase Global
COIN
14.04.202149,831%-51%-136%
General Motors
GM
17.11.201049,54%+120%-527%
Visa
V
18.03.200842,028%+1 859%+1 859%
Tesla
TSLA
29.06.20102,240,5%+13 800%wielokrotnie powyżej rynku
Alphabet (Google)
GOOG
19.08.200423,018%+6 500%+15 500%
Palantir Technologies**
PLTR
30.09.2020ok. 22,0-2,7%+1 347%+1 347%
Mediana-ok. 42,04%+120%-112%

* W kolumnie „względem S&P 500” pokazano przewagę lub niedowagę stopy zwrotu wobec szerokiego rynku tam, gdzie takie porównanie było dostępne.

** Palantir wszedł na giełdę przez direct listing, ale pasuje do zestawienia jako duży debiut technologiczny często przywoływany obok klasycznych IPO.

Źródło danych: Bloomberg.

Taki rozmiar transakcji oznacza, że SpaceX od pierwszego dnia notowań w praktyce wskoczy do ścisłej czołówki największych spółek w USA i na świecie. 

Przy wycenie 1,75 bln USD firma byłaby szóstą największą spółką pod względem wartości rynkowej w Stanach Zjednoczonych i siódmą globalnie; powyżej 2 bln USD mówimy już o poziomie, na którym operuje dziś garstka globalnych megatechów.

Oferta akcji Liftero. Polska spółka kosmiczna ma zamiar zadebiutować na GPW

93 razy przychód. Lekcja z czasów dotcomów

Entuzjazm wobec SpaceX stoi w jaskrawym kontraście do klasycznych miar wyceny. Przy zakładanej kapitalizacji rzędu 1,75–1,8 bln USD i przychodach za 2025 r. na poziomie 18,674 mld USD, spółka wchodzi na rynek z wskaźnikiem price-to-sales ok. 93. Dla porównania, S&P 500 przy rekordowo wysokich notowaniach indeksu wyceniany jest dziś na ok. 3,4-krotność przychodów. Z punktu widzenia tradycyjnej analizy fundamentalnej to poziom zarezerwowany raczej dla opowieści o „nowej erze”, niż dla spółki, która ma przed sobą gigantyczne nakłady inwestycyjne i realne ryzyka technologiczne.

W tle wracają echa bańki internetowej. Scott McNealy, były prezes Sun Microsystems, już w 2002 r. drwił z kupowania akcji po 10-krotności przychodów, wyliczając, że oznaczałoby to 10 lat wypłacania 100% przychodów w dywidendzie przy zerowych kosztach, podatkach i wydatkach na R&D. Pytał wtedy inwestorów: „Czy rozumiecie, jak absurdalne są te założenia?”. Dziś, w obliczu SpaceX wchodzącej na giełdę przy 93-krotności sprzedaży, jego słowa brzmią jak komentarz do bieżącej sytuacji.

Rakiety, Starlink i orbitalne centra danych

W odróżnieniu od wielu gwiazd dotcomowej hossy, SpaceX ma jednak realny i imponujący biznes. Spółka odpowiada za większość wszystkich startów orbitalnych na świecie, a ponowne wykorzystanie rakiet sprowadziło jednostkowy koszt wyniesienia ładunku na orbitę do poziomów, które jeszcze dekadę temu wydawały się fantazją. Drugi filar to Starlink - satelitarny system internetu szerokopasmowego, który na koniec marca obsługiwał 10,3 mln klientów i generował w 2025 r. 11,4 mld USD przychodów przy marży EBITDA na poziomie 63%.

Do tego dochodzi najbardziej futurystyczny element układanki: projekt „orbitalnego AI”, czyli centrów danych opartych na energii słonecznej, wyniesionych w kosmos. W momencie, gdy operatorzy data center na całym świecie walczą o moc i działki pod kolejne serwerownie, SpaceX proponuje model, który zdejmuje oba te ograniczenia - przynajmniej na papierze. Firma szacuje, że rynek docelowy dla tego segmentu to 26,5 bln USD, niemal tyle co całe PKB USA wynoszące 31,9 bln USD. 

Jak wiele „science fiction” jest w tych planach, a jak wiele realnego biznesu - to pytanie, na które odpowiedź będą musieli sobie dać inwestorzy, zanim klikną „kup” w aplikacji maklerskiej.

Trzecia spółka kosmiczna na polskiej giełdzie – Tomasz Palacz | Procent Składany

Biliony w wizji, miliardy w stratach

Mimo imponującej skali i rozmachu, aktualne wyniki finansowe SpaceX są dalekie od ideału. Tylko w pierwszym kwartale 2026 r. spółka zanotowała 1,9 mld USD straty operacyjnej, z czego 2,5 mld USD przypadło na segment AI. W ostatnich trzech latach łączne straty przekroczyły 8,5 mld USD, a jednocześnie spółka planuje dalsze gigantyczne nakłady na chipy, centra danych i infrastrukturę kosmiczną, przewyższające już inwestycje w same rakiety.

Prospekt emisyjny rozpisuje tę ambicję na 389 stron, w tym 38 stron ryzyk i 6,5 strony słowniczka. Dokument powtarza słowo „cywilizacja” 24 razy, budując narrację o SpaceX jako „Północy” dla „przyszłej cywilizacji kosmicznej”, ale za górnolotnymi deklaracjami stoją bardzo konkretne dylematy: jak długo rynek będzie gotów finansować taki poziom strat przy takiej wycenie i jaką ścieżkę do realnej rentowności w skali bln USD widzą menedżerowie.

Mega-IPO: nowa klasa aktywów i fala wyjść z rynku prywatnego

Wokół SpaceX gromadzi się cała fala tzw. mega-IPO - potencjalnych debiutów o wycenach rzędu 100 mld USD i więcej. W kolejce stoją m.in. OpenAI, Anthropic, Databricks i Stripe. OpenAI w prywatnej rundzie z końca marca zebrała 122 mld USD przy wycenie 852 mld USD, a w kwietniu Anthropic przyjmowała oferty sugerujące wycenę nawet 900 mld USD. Według wyliczeń PitchBook, sam debiut SpaceX „wygenerowałby więcej exit value niż wszystkie IPO spółek VC z ostatniej dekady razem wzięte” - ok. 750 transakcji.

Te liczby pokazują skalę oczekiwanego transferu majątku z rynku prywatnego na publiczny. Dla uczelni i funduszy, które weszły wcześnie, gra już się w zasadzie zakończyła. Endowment Washington University w St. Louis ulokował w SpaceX 50 mln USD prawie dekadę temu, a dziś ta pozycja warta jest ponad 1 mld USD. Uniwersytet Michigan miał z kolei zainwestować 20 mln USD w OpenAI, które urosły do 2 mld USD. W przypadku funduszu Valor Equity Partners, prowadzonego przez Antonio Graciasa, stawka jest jeszcze większa - jego powiązania kapitałowe i leasingowe ze SpaceX są opisywane szeroko w dokumentach ofertowych, a posiadany pakiet 503,4 mln akcji klasy A (7,3% kapitału) przy obecnych wycenach to ok. 100 mld USD, choć część tej kwoty należy do partnerów funduszu.

Kto naprawdę zarabia na SpaceX

Na tym tle widać jedno: mega-debiuty w rodzaju SpaceX są w pierwszym rzędzie maszyną do generowania płynności dla dotychczasowych właścicieli. Po kryzysie finansowym w USA wprowadzono ustawę JOBS Act z 2012 r., która miała wesprzeć rynki publiczne, ale równocześnie ułatwiła życie spółkom prywatnym. Próg liczby akcjonariuszy, po przekroczeniu którego firma musi raportować finanse, podniesiono z 500 do 2 000, co pozwoliło największym spółkom znacznie dłużej pozostawać poza giełdą i jednocześnie pozyskiwać kolejne rundy finansowania.

W efekcie, obok klasycznych funduszy VC, w prywatne rundy wchodzą dziś rodzinne biura inwestycyjne, zamożni klienci indywidualni czy inwestorzy korzystający ze specjalnych wehikułów SPV, których spółki mogą nawet formalnie nie rozpoznawać jako oficjalnych udziałowców. „Jeśli przyjrzysz się rynkowi wystarczająco uważnie, znajdziesz kogoś, kto sprzeda ci trochę SpaceX” - mówił w rozmowie z WSJ Tom Kerr, współszef działu inwestycji w Hamilton Lane, choć jednocześnie zaznaczał, że sam takiej drogi nie poleca. Dla tych, którzy weszli w SpaceX przy wycenach rzędu 27–30 mld USD - jak rodzinne biuro Latash z Anchorage - obecne poziomy oznaczają „problem wysokiej jakości”: ekspozycja urosła tak bardzo, że potrzebna jest giełda, by ją w ogóle zredukować. „To świetny problem, ale też powód, by szukać płynności” - mówił w rozmowie z WSJ Adam Gibbons, CIO Latash, wspominając inwestycję przy wycenie ok. 27–28 mld USD.

Firefly przygotowuje się do IPO na Nasdaq. Spółka z sektora kosmicznego ma za sobą lądowanie na Księżycu

FOMO, detal i nowa rola indeksów

To wszystko dzieje się przy niesłabnącej presji FOMO - strachu przed odpadnięciem od peletonu. „Nigdy w swojej karierze nie miałem tylu telefonów w sprawie jednego IPO” - powiedział w rozmowie z WSJ Drew Freides, doradca z UBS Private Wealth, który przyznaje, że dziś częściej studzi emocje klientów, niż zachęca ich do udziału w ofercie. Jak relacjonuje, wielu inwestorów indywidualnych nie pyta o fundamenty, tylko o to, jak „wreszcie wejść” w SpaceX po latach obserwowania z boku.

SpaceX planuje przeznaczyć sporą część oferty właśnie dla inwestorów indywidualnych, m.in. klientów Charles Schwab, Fidelity, Robinhooda i SoFi, co dobrze wpisuje się w pozycję Muska jako idola części traderów detalicznych. Jednocześnie konstrukcja rynku sprawia, że „wyjściową płynnością” dla wczesnych inwestorów mogą stać się... indeksy. Nasdaq w maju wprowadził zasady fast entry, skracając czas potrzebny, by megakapitalizacyjna spółka trafiła do Nasdaq 100 do 15 sesji z dotychczasowego maksymalnie roku. S&P Dow Jones Indices proponuje z kolei skrócenie wymogu obecności na rynku przed wejściem do S&P 500 z 12 do 6 miesięcy i może zdążyć ze zmianą tuż przed debiutem SpaceX.

Dziesiątki najpopularniejszych na świecie funduszy ETF i indeksowych będą więc zmuszone kupić akcje SpaceX znacznie szybciej niż dawniej. „Insider będzie mógł wyjść po zawyżonej cenie, a fundusze indeksowe będą zmuszone kupować po tej zawyżonej cenie - to nie wygląda dobrze dla inwestorów detalicznych” - mówił w rozmowie z WSJ Ben Schiffrin, dyrektor ds. polityki rynku papierów wartościowych w organizacji Better Markets. W internecie popularne stało się już zdanie: „Wy jesteście exit liquidity”. Tym razem to „exit liquidity” będzie obejmować także oszczędności emerytalne Europejczyków ulokowane w globalnych ETF-ach.

Zegar odlicza do uwolnienia akcji

Dla wczesnych inwestorów IPO jest dopiero początkiem procesu monetyzacji zysków.  Klasycznie ograniczają ich sześciomiesięczne lock-upy, ale rynek szybko uczy się, jak rozbroić „wodospad podaży”, który pojawia się, gdy kończą się okresy zakazu sprzedaży. W przypadku producenta chipów Cerebras strukturę rozbito na kilka transz konwersji i sprzedaży akcji klasy B w sierpniu, wrześniu i październiku, zanim minie pełne pół roku. 

SpaceX ma pójść podobną drogą: część pakietów ma się uwalniać po publikacji wyników za drugi i trzeci kwartał, kolejne po osiągnięciu określonych poziomów kursu.

„W pewnym momencie na rynek spłynie ogromny wodospad akcji” - ostrzegał w rozmowie z WSJ Ken Smythe, szef firmy Next Round Capital, specjalizującej się w transakcjach na rynku wtórnym. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli pierwsze dni handlu będą wyglądały spektakularnie, kolejne miesiące mogą przynieść serię fal podaży zsynchronizowanych z odblokowywaniem kolejnych transz. Inwestor, który wskoczy w euforii na szczytach, może się więc obudzić w środowisku stopniowo narastającej ściany podaży.

Gigant zbrojeniowy z Czech bije prognozy. CSG z wynikami powyżej oczekiwań mimo cienia afery shortsellera

Historia IPO: fajerwerki na starcie, zadyszka potem

Dane historyczne nie zostawiają wiele złudzeń co do statystycznych losów dużych debiutów. Spośród 1 724 IPO na amerykańskim rynku w latach 2011–2024 średni „pierwszy dzień” przynosił 23% wzrostu kursu. 

W ciągu kolejnych trzech lat te same spółki przeciętnie zostawały jednak 25 punktów procentowych za szerokim rynkiem.

Im wyższa wycena względem przychodów, tym gorzej. W gronie emitentów z przychodami co najmniej 100 mln USD i wskaźnikiem price-to-sales powyżej 40, średnia trzyletnia stopa zwrotu z kursu od ceny z końca pierwszego dnia to -45%. SpaceX, przy 93-krotności sprzedaży, będzie podręcznikowym przykładem takiej spółki. „Jest bardzo prawdopodobne, że te IPO wystrzelą w górę pierwszego dnia notowań” - powiedział w rozmowie z WSJ Jay Ritter z Uniwersytetu Florydy, znany w branży jako „Mr. IPO”. „Jedno jest pewne: takie akcje będą bardzo zmienne”.

Jeśli spojrzeć tylko na największe debiuty, obraz wcale się nie poprawia. 

Z 36 spółek, które wchodziły na amerykańską giełdę z kapitalizacją co najmniej 15 mld USD (bez najnowszych przypadków), tylko 9 pokonało stopą zwrotu S&P 500, licząc od ceny zamknięcia pierwszego dnia. Zaledwie 17 przyniosło dodatnie stopy zwrotu w ogóle. Obok spektakularnych zwycięzców, takich jak Alphabet czy Palantir, są też tacy przegrani jak Lyft czy UiPath, a część dawnych „gwiazd technologii”, jak Lucent czy Palm, praktycznie zniknęła z rynku.

Bańka AI czy nowa złota era

Debiut SpaceX wpisuje się w szerszy obraz rynku, który coraz bardziej przypomina późne fazy poprzednich baniek. Indeks półprzewodników PHLX (SOX) jest w tym roku „w ogniu”: po pierwszych 100 sesjach 2026 r. jego stopa zwrotu wynosiła 81%, rekord w historii. 

Liderem wzrostów jest Micron Technology, którego kurs urósł o ponad 200%, a kapitalizacja Advanced Micro Devices przeskoczyła wartość JPMorgan, mimo że AMD w zeszłym roku zarobiło 4,3 mld USD, a bank 56,8 mld USD.

S&P 500 jest 11-krotnie wyżej niż po kryzysie 2008–2009 i niemal dwukrotnie wyżej niż w 2023 r., a premia za ryzyko akcji - różnica między dochodowością zysków spółek a rentownością 10-letnich obligacji skarbowych - spadła praktycznie do zera, najniżej od czasów pęknięcia bańki dotcomów. 

Jeremy Grantham i Edward Chancellor, w analizie „Valuing AI: Extreme Bubble, New Golden Era, or Both”, argumentowali, że jesteśmy w bańce na rynku akcji i AI, a większość inwestorów ostatecznie poniesie duże straty. Mohamed El-Erian, pytany przez WSJ o obecną hossę, zwracał uwagę, że rynek „mocno obstawia wzrost zysków i produktywność napędzaną AI”, co oderwało część wycen od realnej gospodarki i wymusza bardziej selektywne podejście do akcji.

Igrzyska na sterydach okazały się klapą. Enhanced Games rozczarowuje inwestorów i akcje tracą ponad 40%

Gdy pół S&P 500 to technologia

W tle toczy się jeszcze jeden proces, kluczowy także dla europejskich portfeli pasywnych. 

Od początku dekady udział sektora IT w S&P 500 systematycznie rósł. Po doliczeniu Alphabetu, Amazona, Mety i Tesli, które formalnie klasyfikowane są inaczej, technologia odpowiada dziś za ok. 52% wartości indeksu. Dla kontrastu, udział ochrony zdrowia spadł z 14,2% w 2020 r. do 8,3%.

Jeśli SpaceX, a w ślad za nim OpenAI i Anthropic, trafią do głównych indeksów, „Wspaniała Siódemka” stanie się „Wspaniałą Dziesiątką”, a koncentracja portfeli inwestorów pasywnych na technologii jeszcze wzrośnie. 

To o tyle ważne dla inwestorów z Europy i Polski, że nawet pozornie „zdywersyfikowany” globalny ETF może w praktyce okazać się zakładem na jedną, bardzo gorącą część rynku. W pewnym sensie „spotkaliśmy sektor technologiczny - i on jest nami”.

Inwestor detaliczny między marzeniem a rachunkiem prawdopodobieństwa

Na poziomie indywidualnych decyzji emocje są łatwe do zrozumienia. Freides, doradca z UBS, mówił w rozmowie z WSJ, że wielu klientów czuje żal, iż „powinno było wejść w SpaceX lata temu”, i pyta wprost: „dlaczego nie mam tego w portfelu i jak mogę to teraz kupić, nieważne za ile”. Dla części będzie to pierwszy w życiu kontakt z rynkiem kapitałowym, dla innych kolejny etap „story” z Muskiem w roli głównej. Problem w tym, że statystycznie bardziej prawdopodobne jest doświadczenie bessy niż powtórka z Google’a.

Jim Lebenthal, główny strateg rynku akcji w Cerity Partners, oceniał w rozmowie z WSJ, że tego typu mega-IPO są de facto nową klasą aktywów. 

Każdy kwartał po debiucie SpaceX dostarczy nowych danych o tym, jak taka spółka zachowuje się na rynku, jak inwestorzy trawią kolejne odblokowania akcji i jak instytucje oraz inwestorzy detaliczni reagują na wahania kursu. To przewaga dla cierpliwych: mogą poczekać na kilka raportów kwartalnych, pierwsze decyzje regulacyjne i realne sygnały, czy spółka dowozi ścieżkę wzrostu, którą obiecała.

Lekcja z Mety i stara szkoła inwestowania

Dla porządku warto przypomnieć jedną prostą arytmetykę. 

Inwestorzy, którzy kupili akcje Mety po jej pierwszym dniu notowań, są dziś mocno na plusie, ale ci, którzy poczekali pół roku, zarobili jeszcze więcej. Rynek, szczególnie przy tak dużych i medialnych debiutach, lubi dawać drugie szanse tym, którzy nie rzucili się do kolejki w pierwszej minucie.

Co to oznacza praktycznie? Lebenthal poleca coś, co na tle dzisiejszego FOMO brzmi niemal archaicznie: dywersyfikację i uśrednianie ceny zakupu. „Są inwestorzy, którzy mówią: chcę postawić wszystko na OpenAI. Powodzenia, ja bym tak nie zrobił” - mówił w rozmowie z WSJ, dodając, że jeśli ktoś koniecznie chce mieć w portfelu SpaceX czy przyszłe mega-IPO AI, rozsądniej może być potraktować je jak dodatek, a nie główny składnik - i zostawić „suchy proch” na kolejne etapy, zamiast wchodzić all-in pierwszego dnia.

W przypadku SpaceX jest jeszcze jedna niewiadoma: w tle krążą spekulacje, że przyszłość spółki może obejmować połączenie z Teslą, co tylko skomplikowałoby obraz potencjału wzrostu i ryzyk dla akcjonariuszy. 

Dla europejskich inwestorów, którzy już dziś mają w portfelach ETF-y mocno zależne od losów amerykańskich big techów, oznacza to jedno: debiut SpaceX będzie widowiskiem, obok którego trudno przejść obojętnie, ale prawdziwa gra rozegra się nie w dniu IPO, lecz w długim, znacznie mniej efektownym „co dalej”.

Bill Ackman wchodzi w Microsoft. Co decyzja „baby Buffetta” mówi o potencjale Pershing Square

Udostępnij