Rząd walczy z wysokimi cenami paliw. Jakie ryzyka podejmuje?
Kosztowna operacja „uspokajania nastrojów” przed Wielkanocą ruszyła. Analiza rządowego planu obnaża trzy kluczowe zagrożenia: od realnego ryzyka niedoborów na stacjach, przez widmo konfliktu z Brukselą, aż po chaos informacyjny w kwestii opodatkowania zysków koncernów.
Rozwiązania, które przyjął rząd w związku z ryzykiem wzrostu cen paliw opierają się na obniżce akcyzy i podatku VAT oraz codziennej aktualizacji ceny maksymalnej powiązanej ze średnią ceną hurtową. Według ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego koszt programu CPN to 1,6 mld zł miesięcznie. Polityk zwrócił uwagę na to, że środki te mają charakter tymczasowy, a rząd będzie elastycznie dostosowywał stawki do zmieniającej się sytuacji.
REKLAMA
Obniżka cen paliw bez ograniczenia popytu
Główną intencją rządu wydaje się uspokojenie sytuacji przed Wielkanocą. Intencja jest więc polityczna. Ceny paliw są przecież jednymi z najbardziej nośnych kwestii w dyskursie publicznym. W kontekście kryzysu irańskiego niejedynym – rosną ceny gazu, nawozów a więc i żywności, pojawiają się również deficyty helu niezbędnego do produkcji półprzewodników.
Jednak zaproponowany mechanizm należy uznać za głęboko niesatysfakcjonujący. Nawet indeksowana codziennie cena maksymalna pozostaje mechanizmem, który potencjalnie może wywołać w perspektywie średnioterminowej problemy z dostępnością paliwa. Polska nie jest samowystarczalna i około 1/3 paliw jest importowana z rynków zagranicznych. Oczywiście to mechanizm poprawiony względem tego, którego użył na Węgrzech Wiktor Orban w listopadzie 2021 r. Wtedy cena maksymalna była sztywna (tzw. price cap) i szybko spowodowała niedobory na stacjach. W naszym przypadku nie jest to aż takie oczywiste, ale nadal możliwe. Rząd nie wprowadził żadnego mechanizmu ograniczającego popyt, które zabezpieczałoby konsumenta i rynek. To duży błąd, bo nadal nie wiadomo jak rozwinie się sytuacja w Iranie. W swoim orędziu prezydent Donald Trump sugerował eskalację, a część państw zaczęła reglamentowanie paliwa (np. sąsiednia Słowacja). Poza tym istnieje ryzyko "turystyki paliwowej".
Obniżka cen paliw bez konsultacji z Brukselą
Kontrowersji dotyczących rządowych rozwiązań jest zresztą dużo więcej. Najprawdopodobniej nie zostały one skonsultowane na poziomie UE. Duża obniżka VAT zakłóca zasady funkcjonowania wspólnego rynku i powinna być w jakiś sposób koordynowana z Brukselą, nawet jeśli sytuacja jest ekstraordynaryjna. No właśnie, ale czy jest? Władze w Warszawie podkreślają, że na razie popyt na paliwo utrzymuje się na stałym poziomie i nie ma powodu by uruchamiać zapasy (mimo rekomendacji MAE).
Czytaj także: Ropa znowu powyżej 100 USD. Scenariusze na kryzys energetyczny i irański
Podatek od zysków nadmiarowych i mechanizm ograniczający marżę?
Intencją polskiego rządu, by wprowadzać cenę maksymalną było zapewne powstrzymanie niekontrolowanego wzrostu marż ze strony firm paliwowych. Z drugiej strony zapowiada się podatek od nadmiarowych zysków dla niektórych koncernów. Już samo to, że nie podano w tej kwestii żadnych szczegółów jest dość szokujące. Mechanizm odgórnej kontroli ceny każe natomiast zadać pytanie: czy takie znaczne zyski w ogóle się pojawią? Oficjele wielokrotnie podkreślali, że dzięki apelom skierowanym do Orlenu (bo przecież nie ręcznemu sterowaniu spółką giełdową) jego marże są symboliczne, wręcz bliskie zera. Ogranicza je także wspomniana cena maksymalna.
Co z paliwem dla firm?
Na koniec warto także odnotować, że rządowe rozwiązania dotyczą konsumentów indywidualnych. Firmy kupujące paliwo nie odczuwają obniżek. Wydatki na paliwo wliczane w koszty uzyskania przychodu i częściowe odliczanie VAT sprawia, że firmy zyskują tylko ułamek tego, co widać na dystrybutorze. W dalszej perspektywie to może być duży problem dla gospodarki.
