Triggo idealnie wpisuje się w trend związany z elektrycznymi pojazdami, mikromobilnością i ekonomią współdzielenia – Rafał Budweil CEO
Obrazek użytkownika Paweł Biedrzycki
26 kwi 2021, 08:53

Rynek mobilności idzie w kierunku elektrycznych pojazdów, mikromobilności i ekonomii współdzielenia. Triggo idealnie wpisuje się w te trendy - rozmowa z Rafałem Budweilem CEO Triggo

Triggo to polski pojazd elektryczny stworzony na potrzeby carsharingu w mieście. Wpisuje się idealnie w światowe trendy związane z elektromobilnością.

CEO Triggo przyznaje, że gdyby 5 lat temu jego pojazd był na tym etapie co teraz to rynek nie byłby gotowy na te rozwiązanie. Spółka planuje pozyskać kapitał na dalszy rozwój i komercjalizację swojego pojazdu. Co ciekawe doczekała się pierwszego naśladowcy. Izraelski City Transformer również planuje zrewolucjonizować miejski transport i obrał podobny kierunek co Triggo. Podobnie jak polska spółka szykuje się do debiutu na giełdzie tylko, że w Tel Avivie. Na pytania o Triggo, carsheringu, elektromobilności, Mobility-as-a-Service, Mobility-on-Demand odpowiada nam CEO spółki Rafał Budweil.

Komu i do czego jest potrzebne Triggo?

Triggo rozwiązuje dwa zasadnicze i palące problemy każdej metropolii: korki i brak miejsc do parkowania. Jesteśmy pierwszym na świecie pojazdem o zamkniętej bezpiecznej kabinie, który rozwiązuje ten problem. Patenty na nasz projekt zostały przyznane na terytoriach zamieszkałym przez 3,95 mld ludzi w Europie, Ameryce Północnej i Azji. W ten sposób zagwarantowaliśmy sobie, że nasze rozwiązania zostaną tylko przez nas wykorzystane na najbardziej perspektywicznych rynkach.

Skąd i kiedy się wziął pomysł na takie rozwiązanie?

Z życiowych obserwacji. Jako zapalony motocyklista dobrze zdawałem sobie sprawę z tego jak dużą korzyścią jest jazda motocyklem. Ta sama droga, którą autem pokonywałem do pracy przez 1 godzinę i 20 minut, jednośladem pokonywałem w 20 minut i nigdy nie było problemów z parkowaniem. Niestety motocykle są niebezpieczne i mało praktyczne. Trudno zawieść na nich dziecko do przedszkola i zrobić zakupy, a największą niedogodnością jest to, że można z nich korzystać tylko, gdy są sprzyjające warunki pogodowe.

Na pewno nie jesteście pierwszą firmą na świecie, która dostrzegła ten problem?

Było w historii motoryzacji wiele prób połączenia motocykla z samochodem i wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Nikt jednak nigdy wcześniej nie próbował kierunku, w którym my poszliśmy. Kluczem do konstrukcji Triggo jest jego unikatowe podwozie o zmiennej szerokości.

Co to znaczy, że w inny sposób podeszliście do połączenia samochodu z jednośladem?

Największym wyzwaniem jest kwestia stabilności. Zabudowanie zamkniętego, wysokiego nadwozia na podwoziu motocykla rodziłoby szereg niebezpieczeństw. W Triggo problem stabilności rozwiązuje podwozie o zmiennej geometrii. Aby wyjść powyżej prędkości 35 km/h, szerokość naszego pojazdu zwiększa się, a poniżej tej prędkości możemy pozwolić sobie na złożenie przedniej części podwozia, dzięki czemu szerokość całego pojazdu przypomina szerokość motocykla, czy większego skutera. To pozwala nam swobodnie manewrować na parkingu i wyprzedzać inne pojazdy w korku, co w większości krajów na świecie jest legalne, albo społecznie akceptowalne, czy wręcz się do tego zachęca.

Zobacz także: „Zamierzamy rozwijać Medieval Dynasty po premierze pełnej wersji podobnie jak Green Hell” – Damian Szymański, Render Cube

Czy macie jakąkolwiek w tym zakresie konkurencję?

W tej chwili na świecie istnieje tylko jedno rozwiązanie, które idzie w podobnym kierunku co my. Chodzi o izraelski City Transformer. Bardzo cieszymy się, że ten projekt powstał bo możemy się do niego porównywać, a fakt, że koledzy podjęli ten kierunek już po nas potwierdza, że jest on słuszny.

Jakie są największe różnice pomiędzy City Transporterem i Triggo?

Podobieństwem jest to, że oni podobnie jak my zapowiedzieli już debiut na tamtejszym rynku giełdowym. Różnic jest jednak sporo. Oni posiadają jeden patent na rynek amerykański, a my mamy 28 patentów przyznanych na całym świecie. Swoje patenty zaczęliśmy zdobywać dużo wcześniej. Ich konstrukcja nie narusza naszych patentów, jednak cena jest taka, że ich konstrukcja jest dużo bardziej skomplikowana niż nasza. Jest to oczywiście duże wyzwanie, zarówno na poziomie produkcji, jak i serwisu.

Triggo blue car

Pierwsza koncepcja Triggo pojawiła się 10 lat temu. Jak od tego czasu zmienił się rynek, potrzeby motoryzacyjne i potrzeby konsumentów?

Rynek zmienił się przez ten czas całkowicie. Myślę, że gdybyśmy byli 5 lat temu z Triggo na etapie, na którym jesteśmy dzisiaj, to byśmy byli za wcześnie. Dzisiaj rynek mobilności idzie w kierunku elektrycznych pojazdów, mikromobilności i ekonomii współdzielenia. Triggo idealnie wpisuje się w te trzy trendy.

Wydaje mi się, że też coraz więcej osób nie widzi też potrzeby w posiadaniu samochodu?

Ten trend jest widoczny zwłaszcza na zachodzie. Proszę wyobrazić sobie, że w Berlinie na 1000 mieszkańców jest dwa razy mniej samochodów niż w Warszawie. W erze nie kupowania samochodów za gotówkę, bo wszystkie pojazdy są albo wynajmowane długoterminowo albo leasingowane i rosnącej zamożności społeczeństwa - prawie wszystkich stać na każdy samochód. To powoduje, że pojazd przestał być wyznacznikiem statusu społecznego. Nasze samochody przez 96% czasu nie robią nic, oprócz zajmowania miejsca i tracenia na wartości. Mimo to przeznaczane są na produkcję takich pojazdów bardzo duże zasoby naturalne. Badania pokazują, że jeden współdzielony samochód powinien zastąpić od 9 do 13 prywatnych samochodów. Od 5 lat tworzymy Triggo pod kątem Mobility-as-a-Service, nasze pojazdy są wręcz idealne do tego, aby je wykorzystywać w carsharingu.

Zobacz także: „To co wydarzyło się w polskiej branży gamingowej w ostatnich kilku latach jest dla gamedevu w Rumunii wielką inspiracją” - Dariusz Wais, Prezes Zarządu Mill Games

No, ale już są sieci carsharingowe, dlaczego one by miały korzystać z Triggo zamiast dotychczasowych pojazdów, które wykorzystują?

Dlatego, że Triggo rozwiązuje największy problem tych sieci. W każdym mieście na świecie carsharing boryka się z tym samym wyzwaniem, czyli złym rozmieszczeniem pojazdów. Wynika to między innymi z tego, że ruszając rano do pracy, zazwyczaj z przedmieść, użytkownicy niechętnie korzystają z carsharingu, bo obawiają się trudności z parkowaniem w centrum. Po południu, gdy wychodzą z pracy - wypożyczają te samochody, które są dostępne. Wieczorem odstawiają je tam gdzie mieszkają, a rano sytuacja się powtarza. Skutek: chroniczna kumulacja samochodów w strefach zamieszkania i ich chroniczny brak w strefach zapotrzebowania. Triggo rozwiązuje ten problem.

W jaki sposób?

Statystyki mówią, że średnio rzecz biorąc samochodem w car-sharingu jedzie 1,16 osoby. Z racji tego, że Triggo jest dwuosobowe, jesteśmy więc w stanie obsłużyć około 95% wszystkich podróży. Dajemy przy tym możliwość przejechania przez korki i łatwego parkowania, co zachęca użytkowników do korzystania z takiego rozwiązania - zwłaszcza rano. Paradoksalnie małe, elektryczne Triggo jest w stanie obsłużyć wielokrotnie większy ruch niż „pełnowymiarowy”, dużo droższy samochód. To są przewagi Triggo do wykorzystania od razu, ale wcale nie najważniejsze.

Jakie inne przewagi jeszcze mogą się w takim razie pojawić?

Tak, mamy w rękawie więcej asów. Pierwszym jest platooning. Jest to rozwiązanie, które pozwala re-pozycjonować flotę w ramach metropolii i prowadza się do tego, że za pierwszym pojazdem z kierowcą może podążać bezpośrednio kilka pojazdów działających w trybie półautonomicznym. Cały układ sterowania Triggo jest cyfrowy i zintegrowanie tego rozwiązania jest relatywnie naprawdę proste. Równolegle pracujemy nad systemem zdalnego sterowania Triggo, gdzie operator znajduje się poza pojazdem. Docelowo będzie można połączyć oba rozwiązania, co jeszcze mocniej ograniczy koszty sieci car-sharingowych związane z rozmieszczaniem floty. Ani platooning, ani zdalne sterowanie nie są jeszcze nigdzie na świecie dopuszczone do ruchu drogowego, jednak prace legislacyjne trwają. Ale to też nie jest jeszcze wszystko!
 

Triggo

To co jest tym najważniejszym rozwiązaniem które ma sprawić, że Triggo osiągnie wielki sukces w carsharingu?

Wierzymy, że w perspektywie 4-5 lat jesteśmy w stanie połączyć najbardziej atrakcyjne elementy modelu biznesowego taksówek z carsharingiem i wdrożyć na bazie Triggo jedne z pierwszych usług na świecie typu „Mobility-on-Demand”. Triggo, jako jeden z pierwszych umożliwi zamówienie pojazdu pod wskazany adres. Naszą przewagą jest to, że dzięki niewielkiej szerokości w trybie manewrowym, Triggo może poruszać się z niewielkimi prędkościami nie będąc utrudnieniem dla innych uczestników ruchu. Czyli do dojazdu pod wskazany adres wystarczą nam już istniejące technologie wykorzystywane z powodzeniem w systemach „Automated Last Mile Deliery”. W tej chwili 160 firm, tylko w Europie, pracuje nad swoimi rozwiązaniami w tej dziedzinie. Wierzymy, że będziemy mogli zaadaptować takie rozwiązanie w Triggo, gdy już powstanie i sprawić, że nasz pojazd będzie podjeżdżał automatycznie w zamówione przez klienta miejsce, a dalej klient będzie podążał sam. W ten sposób osiągamy biznesowy Święty Graal: przychody generowane z jednego pojazdu przypominają przychody taksówki, a brak kierowcy oznacza bardzo wysokie marże brutto. Robo Taxi może być przez długi czas niezwykle stabilnym i zyskownym biznesem, którego ceny jednostkowe są chronione przez naturalny poziom cen usług taksówkowych. Jest to obszar na tyle interesujący, że niewykluczone, że jako dostawca technologii wejdziemy w ten biznes wraz z partnerami – operatorami lokalnych platform.

Czym wasze rozwiązanie różni się od trybu autonomicznego w samochodach?

Tym, że „prawdziwy” autonomiczny tryb jazdy w pełnowymiarowych samochodach, tzw. Autonomia poziomu 5, zwłaszcza pod względem regulacyjnym, to wciąż pieśń odległej przyszłości. My w Triggo zamierzamy wykorzystać rozwiązania przypominające te stosowane w Automated Last Mile Delivery, czyli powolne przemieszczanie się pojazdu z prędkością 15 – 20 km/h, bez ludzi na pokładzie, po dobrze zmapowanych obszarze miasta. Duży samochód po ulicach nie mógłby tego trybu robić, bo zablokuje ruch, ale wąskie Triggo - jak najbardziej tak. Dzięki temu Triggo jest w stanie być pierwszym na świecie pojazdem wykorzystywanym skutecznie w Mobility-on-Demand.

Zobacz także: Draw Distance liczy na stałą współpracę z Paradox Interactive – rozmowa z Michałem Mielcarkiem, prezesem spółki

W którym momencie zdecydowaliście się, że Triggo ma być rozwiązaniem dedykowanym dla carsharingu?

Na początku gdy projektowaliśmy Triggo myślałem, że tworzymy drugi samochód miejski w rodzinie. Mniej więcej w 2016 roku podjęliśmy decyzję, że to właśnie car-sharing jest dla naszego rozwiązania kluczowym klientem. Proszę pamiętać, że to był taki czas, że jeszcze to się wydawało ryzykowne. Pojawiały się bowiem głosy, że ekonomia współdzielenia to chwilowa moda. Dzisiaj już takich wątpliwości nie ma. To był przełom, bo tamta decyzja miała też wymiar bardzo praktyczny, biznesowy: łatwiej jest wyprodukować 200 takich samych pojazdów o bardzo konkretnej specyfikacji dla firmy operatora Mobility-as-a-Service niż oferować wiele konfiguracji i wyposażeń dla klientów indywidualnych. Marża na sprzedaży i kapitałochłonność produkcji jest zupełnie inna.

Przez ostatnie rok zrobiliście duże road show projektu zagranicą, jakie ono przyniosło efekty?

Tak to ciekawe, bo wygląda na to że Triggo jest bardziej znane poza Polską niż w naszym kraju. Dotąd pojawiło się przeszło 500 artykułów o naszym pojeździe w często bardzo poważnych zagranicznych mediach. Rozpoczęliśmy wiele rozmów, ale najciekawszym efektem jest to, że praktycznie co chwila odzywa się do nas organizacja, firma albo agencja rządowa, która ma pomysł na wykorzystanie naszego pojazdu w obszarze, o którym my nigdy nie myśleliśmy. Jako, że Triggo ma charakter modułowy i stosunkowo łatwo jest projektowac dla niego różne specjalistyczne zabudowy te wszystkie propozycje analizujemy. To kolejny obszar w którym możemy w najbliższym czasie zaskoczyć.

Co jest w takim razie największą wartością Triggo?

Największym aktywem są patenty. Zadbaliśmy o to, że do 2037 roku mamy wyłączność, mówiąc może mniej ładnie monopol, na nasze rozwiązania. Pomimo, że dużo wysiłku to nas kosztowało, to w tej chwili stanowi to fundament wartości Triggo. Powoduje to również, że będziemy niektóre z naszych rozwiązań licencjonować – szczególnie na rynki odległe od Europy i z definicji trudne do zagospodarowania dla europejskiej firmy.

Firmy motoryzacyjne, korporacje taksówkarskie, firmy carsheringowe wchodzicie jako Triggo na teren dużych graczy, czy to nie jest zbyt wysoko postawiona poprzeczka dla startupu z Europy Środkowo- Wschodniej?

Rynek na którym działamy jest bardzo duży i wchodzimy na teren poważnych grup interesu. To jest jednak naturalne, że innowacja na rynku nie pochodzi z korporacji, tylko ze startupów, czego najlepszym przykładem jest Tesla. Firma Elona Muska, przez wiele lat była ignorowana, potem bagatelizowana, aż mam wreszcie wrażenie, że wszystkie firmy motoryzacyjne na świecie chcą tworzyć auta elektryczne. Naszym sprzymierzeńcem są światowe rządy, zwłaszcza krajów Europy, które mocno stawiają na rozwój nowej mobilności miejskiej, elektromobilności, ograniczania korków w miastach i likwidacji betonowych parkingów na rzecz zielonych parków. To dużo silniejszy trend, który nam sprzyja. Triggo nie byłoby na tym etapie, co jest obecnie gdyby nie finansowanie grantowe, które udało nam się pozyskać i dzięki któremu dotarliśmy do etapu jeżdżących i w pełni sprawnych prototypów przedprodukcyjnych.

To na czym właściwie zamierzacie zarabiać jako Triggo?

Przewidujemy trzy źródła przychodów. Pierwszym i najważniejszym będzie sprzedaż pojazdów Triggo. Drugim źródłem jest wspólna z lokalnymi partnerami budowa platform i świadczenie usług Mobility-on-Demand w najatrakcyjniejszych lokalizacjach Europy, w takich miastach jak Paryż czy Londyn. W tego rodzaju inicjatywach bylibyśmy odpowiedzialni za dostarczenie pojazdów infrastruktury zarządzanie i obsługi, a reszta pozostawałaby po stronie partnera. Trzecie źródło przychodu to sprzedaż licencji na posiadane przez nas patenty. We wszystkich trzech obszarach prowadzone są na jakimś etapie rozmowy.

Co jest waszym ostatecznym rynkiem, jak go dokładnie definiujecie?

Triggo, to unikatowe rozwiązanie na globalnym rynku mikrosamochodów elektrycznych. Według badań, m.in. które zleciliśmy na nasze wewnętrzne potrzeby, jest to rynek, który będzie w najbliższych latach rósł bardzo szybko. Założyliśmy że bezpośrednio czy poprzez licencjonowanie jesteśmy w stanie zdobyć w nim niewielki, kilkuprocentowy udział. Oficjalnych prognoz nie publikujemy, ale proszę mi uwierzyć, że nawet w bardzo pesymistycznym wariancie robią się z tego bardzo duże liczby.

Co ze skalowalnością produkcji i potem ich serwisowaniem. Bo na papierze wszystko wygląda bardzo dobrze, dopóki nie trzeba tego zrobić?

Formuła produkcji to jedno z największych pytań na następne kwartały. Czy pozostajemy przy produkcji kontraktowej – jak na obecnym etapie. Czy podejmujemy wyzwanie budowy własnych zasobów. Na szczęście proces produkcyjny, Triggo bardziej przypomina produkcję motocykli, skuterów i quadów niż pełnowymiarowych samochodów. To wiele nam upraszcza i ułatwia bo sprawia, że wdrożenie produkcji nie jest tak kapitałochłonne.

A co z produkcją podzespołów i innych elementów czy macie poddostawców gotowych dostarczać wam półprodukty na większą skalę?

Na wszystkie najważniejsze elementy mamy już pierwszych dostawców, nie domknęliśmy jeszcze pewnych elementów, które nie są z naszego punktu widzenia kluczowe. Triggo to wbrew pozorom dość prosta konstrukcja, od początku projektowaliśmy pojazd tak, aby mógł być produkowany na masową skalę. Paradoksalnie większym wyzwaniem jest software sterowania pojazdu, ale to jest coś co zależy tylko i wyłącznie od nas i w pełni pozostaje po naszej stronie.

Jakie najważniejsze wydarzenia czekają w tym roku Triggo?

Najważniejszym wydarzeniem jest proces homologacji pojazdu, który już trwa. Liczymy, że do końca roku Triggo zostanie dopuszczone do użytkowania. Projektowaliśmy cały pojazd pod bardzo konkretną homologację i liczymy, że nie będzie problemu z jej przyznaniem. Na początku ubiegamy się o homologację na terenie L7e-CP wg przepisów Unii Europejskiej, a potem przystąpimy do innych krajów. W tym roku zamierzamy też wyprodukować egzemplarze testowe Triggo, które wyślemy do Włoch, Francji, USA a nawet Singapuru - do konkretnych odbiorców zainteresowanych naszym rozwiązaniem. Oprócz tego prowadzimy rozmowy na temat licencjonowania naszych technologii. Myślę, że ten rok będzie przełomowy dla naszej spółki, a planowana oferta akcji jaką przeprowadzimy niebawem, odbędzie się w ważnym dla spółki momencie.

Zobacz także: Triggo rozpoczyna produkcję pojazdów serii pilotażowej w AMZ Kutno

Sprawdź więcej artykułów i analiz

Więcej praktycznej wiedzy o inwestowaniu na giełdzie, takiej jak analizy, artykuły, czy portfele edukacyjne, znajdziesz w części premium serwisu StrefaInwestorow.pl. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.